10 lat marnego POPiSu

Ostatnie 10 lat rządów „PO-PIS” wydobywa na światło dziennie jedynie nieudolność polskich polityków, którzy funkcjonują na zasadach radykalizmu bądź populizmu, materializujących się w spektaklach (widowiskach) medialnych, gdzie reprezentanci poszczególnych obozów politycznych „szczują” się wzajemnie.

popis

Z jednej strony mamy PIS, który jako kolektyw – zbiór pewnych idei, ale również osobowości medialnych, gotowy jest spalić państwo, aby osiągnąć cele polityczne. Uzurpuje sobie prawo do reformowania absolutnie wszystkiego w myśl nieformalnej idei: „Cel uświęca środki”. Mądre PIS-owskie głowy dowodzą, że dwa lata rządów Prezesa Jarosława Kaczyńskiego, to prawdziwe El Dorado dla polskiego społeczeństwa. Otóż w latach 2005-2007 zanotowano największy wzrost PKB (ok. 6,7%) w historii, spadek bezrobocia (ok. 11,7%) i tym samym wzrost liczby pracujących (1,1 mln), zweryfikowano działalność CBA, zmniejszyła się korupcja i wiele, wiele innych cudów Ojca Jarosława. Oczywiście liczby nie kłamią! Niemniej jednak powyższe fakty należy poddać pewnej weryfikacji, chociażby przez pryzmat logiki i zdrowego rozsądku. Zacznijmy jednak od początku! Spadek bezrobocia to sztucznie napędzana, populistyczna i nieprawdziwa manipulacja, będąca konsekwencją wygórowanych ambicji polityków skrajnie nieodpowiedzialnych (i/lub niemających wyobraźni). Lata rządów PIS to przede wszystkim czas masowej emigracji Polaków (w 2004 roku Polska stała się członkiem Unii Europejskiej), czyli automatyczny spadek bezrobocia oraz wzrost liczby miejsc pracy. Mało skomplikowana analogia. Przystąpienie Polski do Unii Europejskiej wpłynęło na rozwój polskiej gospodarki, a polskie społeczeństwo stało się – niejako – beneficjentem pewnych korzystnych przemian, w tym wzrostu PKB. Niezależnie od tego, jak głośno PIS-owcy przekonują o swoim ponad epokowym osiągnięciu w tej kwestii, FAKTY są niepodważalne. Kolejnym radykalnym „strzałem” PIS była likwidacja WSI. Pytanie tylko, czy był to „strzał” jedynie w kolano (bo może w głowę)?! To barwna postać Macierewicza, wypluwająca ze swojej „mądra głowa” radykalizmy, doprowadziła do sytuacji, w której Polska stała się pośmiewiskiem całego cywilizowanego świata. Kontakty budowane latami – dekadami – spłonęły od tak, po prostu, bez cienia refleksji i drżenia rąk. I o ile jestem skłonna dostrzec argumenty (nie populizmy) politycznej decyzji,  o tyle nie godzę się na decyzyjność – w tym aspekcie – ludzi niekompetentnych i „nadpobudliwych”. Dwa lata rządów PIS pokazało jak wykorzystywać CBA do własnych, pozakulisowych rozgrywek, jak umiejętnie zastraszać, inwigilować, ale przede wszystkim dzielić Polaków, na lewacką, laicyzującą oraz katolicką, konserwatywną Polskę, na złodziei i patriotów. Istota prawicowego (PIS-owskiego) autorytaryzmu polega na tym, że jednostka jest z założenia podporządkowana grupie, co prowadzi do sytuacji, w której głoszenie idei wolności zostaje wtłoczone w ramy jałowości i aksjomatów. Początkiem, środkiem i celem wolności jest maksymalne jej ograniczenie.

W tym politycznym biegu PO jawi się jako partia republikańsko-konserwatywno-liberalna, która przez 8 lat rządów nie przeprowadziła żadnych istotnych reform – górnictwo, oświata, służba zdrowia. I o ile rządy PIS były „bolesne”, w wymiarze politycznym, o tyle rządy Platformy Obywatelskiej to „bezboleśnie zmarnowane lata” –„Ciemno wszędzie, głucho wszędzie”! Synonimami PO stają się marazm i stagnacja! To „zlepek” ludzi o  poglądach skrajnie odmiennych, dla których istotą nie jest rządzenie – podejmowanie decyzji, reformowanie struktur państwowych – a jedynie „spacerowanie” po sejmowych korytarzach, zdejmowanie  z politycznych arbitrów odpowiedzialności oraz decyzyjności w kwestiach trudnych, „politycznie niepoprawnych”. PIS to partia radykałów, mało nowoczesnych, elastycznych „krzykaczy”, głośnych, gnuśnych, zaściankowych wojowników i fundamentalistów, którzy żyjąc  w permanentnym lęku, „straszą” polskie społeczeństwo jakimś, bliżej nieokreślonym złym tworem.  PO to „turyści”, którzy są ładnie ubrani, merytorycznie nudni, niespecjalnie charyzmatyczni, funkcjonujący w letargicznym śnie, to wegetujący soliści, utopijnie dążący do stworzenia Polski od nowa, poza podziałami. 10 lat rządów prawicy minęło, i niech zginie, przepadnie, zapadnie się pod ziemię. Ocena wymaga odpowiedzi na pytania: Czy chcemy rządów anty-wolnościowych, radyklanych, klerykalnych? Czy może pozwolimy sobie na kolejne lata „nic-nierobienia”?

Anna Lewandowska

Comments

Comments

Dodaj komentarz