Argumenty za wprowadzeniem zakazu handlu w niedzielę

Zakaz handlu w niedzielę jest jednym z tematów, które obecnie  polaryzuje publicystów, przedsiębiorców, polityków oraz zwykłych obywateli. Główną osią sporu jest pytanie czy narzucanie niedzielnego odpoczynku niewierzącym jest moralne. Nie jest to zagadnienie ekonomiczne więc trudno mi się do tego odnieść. Zamiast roztrząsania kwestii aksjologicznych skupmy się więc na ekonomii i socjologii. Mam zamiar przytoczyć kilka argumentów udowadniających, że wprowadzenie częściowego zakazu handlu w niedzielę, będzie miało korzystny wpływ na gospodarkę oraz społeczeństwo.

Argument analogii

Na powyższej mapie kolorem czerwonym oznaczone są kraje, które w chwili obecnej posiadają restrykcje dotyczące handlu w niedzielę. Wszystkie kraje założycielskie UE, większość Europy Zachodniej, a nawet Ukraina uznają takie obostrzenie za zasadne. Oczywiście sam fakt, że podobne prawo obowiązuje gdzieś indziej jeszcze nie jest dowodem samym w sobie, ale pokazuje że posępne głosy niektórych publicystów mówiące o wprowadzaniu prawa wyznaniowego nie mają przełożenia na rzeczywistość.

Argument ekonomiczny

Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju poinformowała, że czas pracy Polaków w 2015 r. wyniósł 1963 godziny. To najwięcej od 6 lat – podkreślono w badaniu. Dla porównania w 2005 r. pracowaliśmy rocznie 1994 godziny, ale już w 2013 r. liczba przepracowanych godzin spadła do 1918. Z raportu wynika, że Polacy są jednym z najbardziej zapracowanych społeczeństw. W rankingu OECD Polska zajmuje 7 miejsce na 38 państw. Mniej od nas pracują m.in.: Czesi (1779 godzin), Słowacy (1754), Holendrzy (1419), Norwedzy (1424) oraz Francuzi (1482). Najwięcej pracują mieszkańcy Meksyku – w ciągu roku 2246 godzin. W czołówce są też Koreańczycy, Chilijczycy, Rosjanie, Grecy i mieszkańcy Kostaryki. Dobrą ilustracją do postępującego trendu spadkowego jeśli chodzi o godziny pracy będzie poniższy wykres.

Jak widać na powyższym wykresie, tendencja czasu pracy w krajach OECD jest spadkowa. Polacy jeszcze w 2000 r. pracowali przeciętnie 1988 godz., a teraz 1918 godz. (prawie dziewięć dni roboczych mniej). Tak więc widać, że wraz z rozwojem gospodarki naturalnym trendem jest by pracować mniej. Niemcy, Francuzi, Skandynawowie, Brytyjczycy – oni wszyscy pracują w skali roku dużo krócej, mając przy tym wyższą wydajność pracy. Przyjmując nawet najbardziej nierealistyczny scenariusz, że zakaz pracy obejmie 52 niedziele w roku, a nie jest to możliwe ze względu na dni ustawowo wolne od pracy wypadające w niedzielę, daje nam to 416 godzin mniej w pracy rocznie, w sumie czyli 1574 dla pracowników handlu. Nadal o prawie 100 godzin więcej niż średnia dla wszystkich pracowników we Francji! A przecież niedzielne zmiany nie są przydzielane zawsze tym samym pracownikom więc realny spadek godzin zatrudnienia na pracownika będzie dużo niższy. Pamiętajmy, że najwyższą liczbę przepracowanych godzin w OECD ma Meksyk 2237, a najniższą Holandia 1380. Sam czas spędzony na pracy nie jest bezpośrednim wyznacznikiem jej efektywności. W tym przypadku reguła im więcej tym lepiej nie ma zastosowania. Przypomnę tylko, że do wczesnych lat 80 tych każda sobota była dniem pracującym. Tak więc widzimy, że liczba przepracowanych godzin nie odzwierciedla produktywności pracownika. Jest wręcz odwrotnie, mniejsze obciążenie pracą daje większe zyski, szczęśliwsze społeczeństwo oraz zdrowszą gospodarkę.

Poza tym Polska gospodarka znajduje się w idealnym momencie by takie cięcia przeprowadzić, na rynku pracy występuje niedobór pracowników, nawet na najniższych stanowiskach. Stąd też możemy obserwować masową migrację ekonomiczną obywateli Ukrainy. Wprowadzając ten zakaz teraz, nie doprowadzimy do masowych zwolnień. Co najwyżej zapobiegniemy nadużyciom wobec pracowników sektora handlowego, którzy musieli w statusie quo przy niedobrze personelu obstawiać zmiany 7 dni w tygodniu.

Co do prognozowanych strat to metodologia ich obliczania wydaje się bez zarzutu na pierwszy rzut oka, odejmujemy średni przychód uzyskiwany w niedzielę ( a często jest to dzień intensywnych zakupów) od tygodniowych zysków. Licząc w ten sposób Newsweek podał, że każdy taki dzień przyniesie 2,5 miliarda złotych straty, mnożąc to przez 50 niedziel mamy 125 miliardów złotych strat dla całego sektora gospodarki. Przerażająca liczba, ale też na szczęście nieprawdziwa. Ograniczając handel w niedzielę, po pierwsze nie ograniczamy domowych budżetów przeznaczonych na konsumpcję więc można założyć, że te pieniądze zostaną wydane tak czy inaczej, a po drugie zwiększamy rentowność pozostałych dni tygodnia, zwłaszcza soboty. W optymalnym przypadku mamy więc podobny zysk jak przed zakazem, ale koszty funkcjonowania rozłożone tylko na sześć dni, a nie siedem.

Argument społeczny

Jak widać projekt jest w pełni uzasadniony z ekonomicznego punktu widzenia. Jednak wydaje się, że to kwestie społeczne są najczęściej przywoływane w tym kontekście. Nasz obecny rząd wprowadza wiele programów socjalnych, szczególnie o wydźwięku prorodzinnym. Dyskusja o ich jakości i skuteczności to temat na oddzielny obszerny tekst, ale nie można odmówić konsekwencji w ich wprowadzaniu. Obniżając wiek emerytalny młodzi rodzice zyskują darmową opiekę dziadków nad dziećmi, program 500+ wspiera rodziny bezpośrednio, a Mieszkanie+ także jest skierowane głównie do młodych i może być czynnikiem pronatalistycznym. Nie dziwi więc, że wkładając tyle wysiłku w kwestie rodzinne, rząd ma w planach by zapewnić jak największej liczbie osób możliwość spędzenia chociaż jednego całego dnia w gronie najbliższych. Ma to głęboki sens psychologiczny, rodziny spędzające razem czas na wypoczynku mogą wytworzyć bliższe więzi międzyludzkie. A prawidłowo wytworzone więzi rodzinne są podstawą przyszłego zdrowia psychicznego społeczeństwa. Nie da się tego wymóc ustawą, ale w tym przypadku można przynajmniej stworzyć sprzyjające okoliczności. Zamknięcie wielkich centrów handlowych przeorganizuje model spędzania wolnego czasu w niedzielę u części osób. Nie do końca wiadomo jeszcze w jaki sposób, ale pozostawiając otwarte kawiarnie, teatry, kina, restauracje, wesołe miasteczka i tym podobne zaistnieją dogodniejsze warunki do wspólnego spędzenia czasu niż w statusie quo.

Argument o nieszkodliwości

Proponowany przez NSZZ Solidarność projekt nie jest tym co ostatecznie będzie głosowane w sejmie. Rada Ministrów już zapowiedziała swoje poprawki. Tak więc nie grozi nam sytuacja, w której ludzie w niedzielę będą błąkać się po całym mieście w poszukiwaniu żywności czy butelki wody. Po szczegóły odsyłam do przygotowywanego projektu. Zakaz nie obejmie też działalności handlowej w Internecie. A wręcz można przypuszczać, że będzie bodźcem do rozwoju tej dziedziny branży. Nawet jeśli przyjmiemy, że częściowe ograniczenie handlu będzie dolegliwe społecznie to rynek w tym przypadku zadziała. Nietrudno wyobrazić sobie reakcję rynku, powstaną setki mikro firm sprzedających w sieci i dostarczających produkty. Poprzez rozdrobnienie zatrudnienie w takim sektorze może znaleźć więcej osób i będzie to wymarzona okazja do dodatkowego zarobku dla uczniów, studentów i osób młodych nieposiadających jeszcze rodzin.

Podsumowanie

Po przeprowadzeniu analizy zagadnienia możemy zobaczyć w tym pomyśle związków zawodowych dużo pozytywów. Nie jest to wyjątek w prawodawstwie UE, wpisuje się w ekonomiczny trend zmniejszania obciążenia jednostkowego dla pracownika oraz zwiększenia wartości jego pracy, ten sam zysk wypracowany w krótszym czasie. Możemy także wpisać ten pomysł w spójną narrację partii rządzącej i zobaczyć planowane korzyści społeczne.

Przeciwnicy zakazu podnoszą głównie kwestie aksjologiczne: afirmację wolności konsumenta w kwestii świadomych wyborów oraz poglądów antykościelne. Co do drugiej kwestii nie mam zamiaru się wypowiadać, odniosę  się jednak do pierwszego zarzutu. Argument o wolności jednostki jest bardzo łatwo zbijany poprzez samo istnienie państwowych regulacji prawa pracy. Nie mamy wolności, żeby zawierać umowę o pracę 18 godzin na dobę przez cały tydzień bez prawa do urlopu, nie mamy prawa do podejmowania pracy na cały etat za 800 zł miesięcznie, nie mamy prawa do tego, żeby pracować na budowie bez kasku ochronnego. Mogą się znaleźć osoby, które chciałyby podpisać umowę o pracę niezgodną z obecnym prawem pracy i tak państwo w tym przypadku ogranicza ich wolność. Pytanie czy słusznie, by ideałem był XIX wieczny anglosaski kapitalizm bez praw pracowniczych pozostawiam już Czytelnikom.

Walerian Mazur

Comments

Comments