Chwilka refleksji nad nowym polskim rządem

No to po wyborach. Polacy tłumnie ruszyli do urn i zadecydowali o dalszym losie Polski. Dali ogromny kredyt zaufania komuś, kto już raz otrzymał od nas zielone światło i – powiedzmy sobie otwarcie, i szczerze – zawiódł nas na całej linii. Było minęło. Nie warto żyć przeszłością aczkolwiek warto uczyć się na błędach. Zmiany przecież są potrzebne wszystkim, a po wyborach na prezydenta Poznania widać, że jesteśmy ich złaknieni jak dżdżownica deszczu. Czy była to zmiana zgodna z naszymi oczekiwaniami?! Kwestia sporna. Na razie nie dyskutujmy o tym. Na razie zajmijmy się sprawą makro, czyli Polską.

demokracja-glosowanie-referendum-rece.png

Zadecydowaliśmy, że Polską ma rządzić jedna partia. Partia, która dotychczas bazowała na teoriach spiskowych i nienawiści do wszystkiego i każdego, kto śmiał być inny i mieć odmienne zdanie od nich. Partia, która – jak wspomniałam wyżej – dostała już kiedyś od nas zielone światło i oszukała nas haniebnie. Zgadzam się, że zmiany są potrzebne bowiem stagnacja może prowadzić do frustracji, desperacji, nienawiści itd., a po niepokojących wieściach i akcjach terrorystycznych płynących do nas z każdego zakątka Europy potrzebujemy stabilizacji i ogromnego poczucia bezpieczeństwa, a nie rozchwiania emocjonalnego i niepewności. Nieważne. Ważne jest to, że zaczynamy budować nową Polskę. Nową Polskę od podstaw.

Pomysłów na nową Polskę jest mnóstwo. Mądrych, genialnych, czy też nietrafionych i niezbyt mądrych – czas pokaże. Na razie rząd został zaprzysiężony, pani premier wybrana, exposé wygłoszone i tyle. Jednakże to, co słychać tu i ówdzie nie brzmi zbyt optymistycznie… Pierwszy pomysł – osobiście dla mnie najważniejszy – 500 zł na dziecko jak dla mnie nietrafiony. Czy 500 zł na dziecko to dużo, czy mało – kwestia sporna aczkolwiek po badaniu przeprowadzonym na użytek własny na osiedlu wśród matek (chwilowo) niepracujących 500 zł nie jest kwotą zadowalającą jednak lepiej jest mieć niż nie mieć. Czy faktycznie 500 zł dostaniemy?! Czas pokaże. Niemniej jednak już jedna para butów, porządnych butów!, a nie takich, które rozciapciają się po pierwszym użyciu i harcach na boisku, kosztuje 200/300 zł… Pomijając kwestię, że prawie każda matka (chwilowo) niepracująca wolałaby nie 500 zł na dziecko wypłacone co miesiąc, ale mieć opłacaną składkę emerytalną w tym czasie kiedy nie pracuje zawodowo, a wychowuje kolejnego obywatela Polski. Nie ukrywajmy, że żyjemy w czasach niepewnych i niestabilnych, w których znalezienie pracy na umowę na czas nieokreślony, jakiejkolwiek godnej i sensownej pracy mając dzieci przy boku!, graniczy z cudem. To jak trafienie szóstki w lotto , a przecież lata lecą, my w domu, a fundusz emerytalny, nasz fundusz emerytalny!, bliski zeru…

Inny pomysł – zniesienie obowiązku szkolnego z dzieci 6 – letnich. Pytam się – dlaczego?! Jakim prawem?! Czy nie powinno być tak jak w innych krajach – wbrew pozorom nie na Zachodzie, z którego najczęściej lubimy kopiować – dzieci urodzone przed wakacjami idą do szkoły wcześniej, dzieci urodzone po wakacjach z następnym rocznikiem, a te urodzone w wakacje to decyzje podejmą rodzice?! Jest ogromna różnica pomiędzy dziećmi urodzonymi w tym samym roku, ale jedno na początku roku, a drugie na samiutkim końcu i tu jest problem. Nie w tym, czy nasze dzieci są dojrzałe do szkoły, czy szkoła jest przygotowana na przyjęcie dzieci 6 – letnich, nie. Poza tym dlaczego jakiś polityk ma decydować za nas rodziców co jest dobre dla naszego dziecka, którego najlepiej my znamy?! Kto w ogóle zagwarantuje, że dziecko 6 – letnie, które emocjonalnie jest niedojrzałe do szkoły za rok będzie bardziej dojrzałe?! Dzieci są złaknione wiedzy, nowości, dzieci chcą się uczyć, chcą poznawać świat i trzeba im to umożliwić w sposób jak najbardziej rozsądny i wyważony. Nie powinny być kartą przetargową. Inna sprawa, że wiele, wiele lat temu coś, co funkcjonowało od lat najlepiej i było sprawdzone przez pokolenia zostało brutalnie i haniebnie zniszczone, bo niż demograficzny, bo musimy być tacy jak Zachód, bo to, bo tamto – to nie był dobry pomysł, aby zlikwidować zerówki, przedszkola, szkoły. Stłoczyć wszystko w jedno i finito!, problem z głowy. A moim zdaniem był to bardzo dobry pomysł – przedszkole oddzielnie, zerówka oddzielnie, 8 – letnia podstawówka i 4 – letnie liceum. Kiedyś… Kiedyś na moim osiedlu w każdym (!) niskim bloku było jedno przedszkole i jedna zerówka, dwie podstawówki i jedno liceum. Dzisiaj… Dzisiaj są dwa ogromne molochy, które zowią się „przedszkolem” i jeden ogromny moloch podstawówka. I co roku problem, bo rodzice dzieci do szkolnej zerówki dać nie chcą, do pierwszej klasy broń Boże jeszcze gorzej, a każdy 3 – latek musi mieć zagwarantowane miejsce w przedszkolu. Jaki efekt?! Pierwszych klas dziesięć, dzieci chodzą na rano i na popołudniu, a w przedszkolu w jednej grupie mamy 3 – latki, 4 – latki, 5 – latki… Misz masz!, od wyboru do koloru. A nie lepiej wrócić do tego, co było?! Przedszkole przedszkolem, a oddzielnie zrobić zerówkę i podstawówkę?! Nie lepiej.

Co pomysł to okazuje się „lepszy” od poprzedniego. Wygrani w wyborach jeszcze tak na dobre nie zaczęli rządzić i wprowadzać swoich porządków, ale strach się bać o nich pomyśleć, a co dopiero realizować. I kto ma nami rządzić?! Pan minister kultury, który sam jest na bakier z kulturą?! Pan minister obrony narodowej, który wszędzie węszy spisek?! Pan Prezydent marionetka, który boi się pierdnąć za przeproszeniem bez zgody Naczelnego Wodza?! Prawdą jest, że demokracja nie została nam dana raz na zawsze, ale ją dostaliśmy i będziemy jej bronić zwłaszcza, że nie można zaufać ludziom, którzy nami manipulowali od początku – doskonale wiedzieli, umieli się wczuć w bolączki społeczeństwa i obiecać nam gruszki na wierzbie od obiecania zniesienia obowiązku szkolnego z dzieci 6 – letnich, przez zniesienie umów śmieciowych i podwyższenie stawki godzinowej, po obniżenie wieku emerytalnego. A to już trąci rządami autorytarnymi – „Panie!, dostaniesz talon na malucha, bon do Pewexu, mieszkanie itd., tylko tutaj podpisz i tutaj podpisz”… Pozwolę sobie na sam konie zacytować słowa Leszka Balcerowicza „Wyłania się przed nami model państwa niepraworządnego, czyli takiego, w którym władza może zrobić oponentom wszystko, czasami uciekając się do naciąganych zarzutów kryminalnych” zwłaszcza że rząd dokonał rzeczy pozornie niemożliwej – wykończył NIEZALEŻNY Trybunał Konstytucyjny.

Anna Parys

Comments

Comments