Cisza przed burzą. Formowanie się sojuszów przed globalnym „przetasowaniem”, czyli wszystkie karty w rękach Rosji.

W XIX i na początku XX wieku plan przygotowania do wojny wyglądał następująco: najpierw zawarcie sojuszy, następnie pozyskanie zasobów naturalnych i dostaw żywności na końcu rozbudowa armii. Dzisiaj po okresie Zimnej Wojny ta reguła może się tyczyć tylko państw drugiej i trzeciej kategorii. W przypadku wielkiej trójki  tj. USA, Chin i Rosji plan sprowadza się wyłącznie do rozgrywki dyplomatycznej i rozeznania wywiadów (na dzień dzisiejszy także cyber wywiadu). Każde z tych mocarstw posiada już rozbudowany arsenał i wystarczającą ilość zasobów. Kwestia tylko kto będzie miał najwięcej sił gdy zacznie się geopolityczne przesilenie.
russia
Na razie niekwestionowanym liderem są Stany Zjednoczone, ale to właśnie gra dyplomatyczna może dokonać interesujących zwrotów akcji. Już w latach 90tych wielu ekonomistów i politologów zdawało sobie doskonale sprawę z tego, że maksymalnie do 2030 roku musi dojść do ostatecznego rozstrzygnięcia pomiędzy USA a Chinami o miano pierwszego supermocarstwa. Jednak wydarzenia ostatnich 5-6 lat wskazują, że ten okres może się skrócić. Uwarunkowane jest to przede wszystkim tym czy dynamika wydarzeń w geopolityce będzie się potęgować, czy raczej w najbliższych latach trochę zwolni. Ja postawiłbym odważną tezę, że jednak wszystko będzie nabierało rozpędu, aż do nieuchronnej globalnej „kraksy”. Gdyby jeszcze w 2005 albo 2007 roku ktoś powiedział, że dojdzie do wojny w Europie wschodniej nikt nie brał by tego na poważnie, tylko raczej uważano by to za histeryczną wizję przyszłości rusofobów. Gdyby ktoś powiedział w tych samych latach, że nad Ukrainą i Rosją rozbiją się bądź zostaną zestrzelone samoloty pasażerskie z państwami członków UE, z członkami rządu struktur NATO to człowiek głoszący takie tezy mógłby znaleźć się w oddziale psychiatrycznym. Tymczasem dzisiaj te wydarzenia to już historia, a do Europy ściągają codziennie dziesiątki tysięcy uchodźców z ogarniętego wojną Bliskiego Wschodu, a wydaje się że to dopiero początek i ich liczba znacząco się zwiększy zwłaszcza, że lewicowi intelektualiści coraz częściej przebąkują w mediach, że trzeba przyjąć także uchodźców z Afryki. Wystarczy wywołać tam podobną zawieruchę jak w Syrii i kolejne miliony „buzi” do wykarmienia na swojej głowie będzie miała UE. Ale mali nic nie znaczą w wielkiej rozgrywce. Jednak jest jedno takie państwo  w Europie, które zawsze miało aspiracje do miana pierwszego mocarstwa. To Niemcy które ewidentnie „ktoś” próbuje marginalizować i nastręczyć naszym zachodnim sąsiadom tyle problemów żeby nigdy już nawet nie pomyśleli o wejściu do pierwszej ligi. Tym kimś bez wątpienia jest Wielka Brytania, która po epoce wiktoriańskiej coraz bardziej spychana na margines przez USA, w XXI wieku widząc kolejną okazję dziejową zaczyna swoją rozgrywkę do odzyskania utraconej ponad 200 lat temu pozycji światowej. Dlatego właśnie najpierw WB musi stać się pierwszym mocarstwem w Europie zachodniej, aby w rozgrywce na najwyższym szczeblu nie być przedmiotem, a podmiotem polityki. Dlatego właśnie WB nigdy nie zrezygnowała ze swojej waluty, utrzymała jedność wewnętrzną (Szkocja) i widząc rozpad UE chce ją opuścić i zostawić ją ze wszystkimi problemami(uchodźcy, kwestia wojny na Ukrainie).Pozostaje pytanie z kim z „wielkiej trójki” Wielka Brytania zawrze alians. Dzisiaj ewidentnie zarysowuje się oś Londyn-Moskwa-Pekin. Chiny do 2018 roku mają czerpać gaz z rurociągu budowanego przez Rosję. Chiny widząc zbliżający się konflikt z USA szukają innych partnerów gospodarczych. I tutaj znalazła partnera w postaci Wielkiej Brytanii, która jeżeli wyjdzie z UE nie będzie miała żadnych oporów do handlu także z Rosją. Ten nowy trójkąt na arenie międzynarodowy nie jest dziełem przypadku, a raczej genialną grą taktyczną rosyjskich szachistów( jak mawia Stanisław Michalkiewicz). Rosja od dawna doskonale wiedziała, że ma wszystkie atuty w swoim ręku, dlatego mimo chwilowego kryzysu gospodarczego zachowują spokój i czekają na bieg wydarzeń. Pierwszym ruchem Rosji było osłabienie prestiżu UE na świecie poprzez ukazanie niezdolności Europy do podejmowania szybkich działań wymagających zgodności wszystkich jej członków (aneksja Krymu, działania na Ukrainie). Kiedy wydawało się że Europa jako tako doszła do konsensusu i ma jasno określone stanowisko, Rosja wyciągnęła asa z rękawa. Otóż prezydent Syrii Assad, gdyby tylko wiedział, że nie będzie miał pomocy z zewnątrz już dawno spakowałby walizki i uciekł gdzieś w bezpieczne miejsce. Jednak prowadząc cały czas działania wojenne przeciwko rebeliantom (nota bene finansowanym przez USA, ale o tym za chwile) miał w tym jasno określony zarówno cel jak i gwarancje swojego przetrwania. Poprzez wojnę na Bliskim Wschodzie Europa ma problem demograficzny jakiego nie miała jeszcze nigdy. Za tymi ludźmi idą problemy natury ekonomicznej, które ewidentnie doprowadzą do załamania finansowego Unii (już teraz ma być przeforsowana ustawa o konfiskacie pieniędzy z lokat przez banki!), a także wyeliminowania jej największego gracza jakim są Niemcy. To ostatnie nie jest raczej w interesie ani USA, ani Rosji więc widać, że ewidentnie w interesie powracającej do gry Wielkiej Brytanii. W takiej sytuacji do działań przystąpiły Stany Zjednoczone, które widząc zaciskającą się pętle wokół swojej szyi chcą zachęcić Rosję do powrotu do statusu quo z okresu po Drugiej Wojnie Światowej, kiedy mocarstwa podzieliły świat pomiędzy siebie. Do tego USA posłużyły się najpierw siłą, aby nie dopuścić do sojuszu z Chinami (destabilizacja Ukrainy, następnie plany rozlokowania wojsk NATO w Polsce i krajach bałtyckich), jednak Rosja zachowuje spokój, zamiast ulegać i przystać na propozycje zwrócili się ku Chinom. W tej sytuacji USA nie pozostało nic innego jak zaprosić Rosję do podziału Bliskiego Wschodu, w zamian za przystąpienie do niej w nieuchronnej konfrontacji z „azjatyckim smokiem”. Tak jak w tytule wszystkie karty w rękach Rosji: od niej zależy kogo poprze od niej zależy czy dobiją UE czy jednak pójdą na układ z Niemcami (gazociąg pod Bałtykiem) i pozwolą im się odbudować kosztem oczywiście odwiecznego rywala, czyli Brytyjczyków. Podsumowując mój wywód, jeśli się komuś wydaje że Rosja za chwilę upadnie jest w głębokim błędzie, taki gracz zawsze sprawia pozory słabości, a po jego stronie są wszystkie atuty. W kwestii polskiej pozostaje jeszcze sprawa jaką rolę odegra nasze państwo. I tutaj tez wszystko zależy jakich partnerów z górnej półki wybierze sobie Rosja i jaki te państwa mają interes w istnieniu Państwa Polskiego. Na zakończenie gdyby kogoś zastanawiało dlaczego cały czas używałem słowa Rosja, a ani razu Putin. Odpowiedź prosta, Putin to biznesmen i polityk nie w głowie mu wojny na dużą skalę jest zbyt bogaty i ma zbyt dużo do stracenia. Jeśli dojdzie już do wojny to za plecami Putina stoją prawdziwi przywódcy stworzeni do wojny na wielką skalę.
Mateusz Pasamonik

Comments

Comments