Czy rosyjski imperializm zagraża światu?

Podobnie postawione pytanie można usłyszeć praktycznie każdego tygodnia w polskich środkach masowego przekazu. Nie bez powodu istnieje ono w świadomości narodu, z Rosją mamy w końcu do czynienia przez pięćset ostatnich lat. Od momentu, gdy granice Wielkiego Księstwa Litewskiego zaczęły być istotnym interesem Królestwa Polskiego. Sławną bitwę pod Orszą w 1514 roku poprzedziło nawet zawarcie sojuszu pomiędzy Wasylem III, a cesarzem Maksymilianem I Habsburgiem. Był to jeden z tych sojuszy, które w efekcie końcowym miał przypominać późniejsze rozbiory. Wielkie Księstwo Moskiewskie miało otrzymać ziemie wchodzące w skład dzisiejszej Ukrainy i Białorusi, a ziemie zakonu krzyżackiego miały pójść do Cesarstwa Niemieckiego. Przykład tego sojuszu pokazuje, że niemiecko-rosyjska tradycja pomagania sobie w rozroście wpływów i terytorium jest dłuższa niż myślimy.

Począwszy od XVI wieku Wielkie Księstwo Moskiewskie dawało już na tyle duże możliwości gospodarcze i polityczne, że dołączyło do grona państwa rywalizujących o dominację na kontynencie europejskim. Ta walka o wpływy w zależności od zsumowania się wewnętrznej sytuacji państwa rosyjskiego z sytuacją poza jej granicami dawała różne efekty, czasem krytycznie złe, a czasem bardzo dobre. Jednak pomimo tak wielkich klęsk w historii Rosji jak Wielka Smuta na początku XVII wieku, wojna z Napoleonem (pierwsza Wojna Ojczyźniana), przegrana w I wojnie światowej, wojna domowa, II wojna światowa i upadek Związku Radzieckiego, państwo rosyjskie zawsze wychodzi z kryzysowych sytuacji z nowym doświadczeniem  i korzyściami politycznymi.

Po okresie Wielkiej Smuty ster rządów przejęła dynastia Romanowów, która w czasie swojego trwania zapewniła Rosji ziemie I Rzeczypospolitej, Kaukazu, Syberii, Azji Środkowej i Dalekiego Wschodu. Piotr I zarządził zmianę nazwy kraju z Carstwa Rosyjskiego na Imperium Rosyjskie w 1721 roku.  Najpewniej przez wzgląd na doświadczenie zebrane w czasie podróży po Europie, aby na Zachodzie nazwa państwa kojarzyła się z państwem silnym, które jest w stanie oprzeć się każdemu, a nie z ludem położonym daleko na wschodzie, mówiącym zrozumiałym tylko dla siebie językiem.

Od XVIII wieku Imperium Rosyjskie systematycznie się rozrastało, lecz nie wchłaniało tylko ziemi, surowców i przemysłu. Wchłaniało także ludzi i narody. Ich kulturę, zwyczaje i tradycję. Tę wielką mieszkankę etniczną łączyły i utrzymywały w ryzach dwie rzeczy. Postać panującego monarchy i dynastii oraz aparat biurokratyczno-wojskowy.

Co się dzieje, gdy wielki twór terytorialny zbudowany na biurokracji, wojsku i awansie społecznym połączonym z przymusowym przyjęciem dominującej kultury traci podtrzymujące go filary pokazuje upadek Imperium Rosyjskiego po 1917 roku. Powstały po tym Związek Radziecki także został oparty na tego rodzaju filarach, tylko w znacznie brutalniejszej formie. Musiało tak być, gdyż ludzie byli lepiej wykształceni, a informacje znacznie szybciej się rozprzestrzeniały. Bez przemocy i przymusu we wszystkich ważnych dziedzinach życia społecznego i państwowego nowe imperium rozpadło by się. Pokazał to bunt marynarzy kronsztadzkich zaraz po zwycięstwie bolszewików w wojnie domowej i epoka pieriestrojki za Gorbaczowa.

I w tym momencie należy zastanowić się nad pytaniem, czy imperializm rosyjski zagraża światu. Czy państwo mające w dziedzictwie swej wielosetletniej historii tak wiele przypadków niszczenia wolności, gospodarności i kultury może zagrażać światu, który w najlepiej rozwiniętych krajach opiera się na wolności wyboru, rozwoju i myśli? Według mnie nie. W przeciętnym rosyjskim człowieku tkwi swego rodzaju wielopokoleniowe przyzwyczajenie do spędzania swojego życia z minimalnymi oczekiwaniami wobec świata i przeświadczeniu, że jeśli chce coś zrobić dobrze, rozwinąć siebie i swoje otoczenie uczciwie to skorumpowana władza i ludzie, którzy z niej korzystają, zniszczy to bądź przywłaszczy dla siebie. Rosja żyje według dwóch etapów: gonienia za zachodnimi ideami, bądź wyparcia się ich. To tak zwane zmiękczenie aparatu państwowego w niedawnej przeszłości było potrzebne, gdy państwo rosyjskie było słabe, aby zaczerpnięcie świeżego powietrza demokracji i inwestycji obudziło nowe siły potrzebne do powstania z kolan. Jak sytuacja zaczyna się robić dla kraju pomyślna na szczytach władzy budzą się stare demony.

Ludzie sprawujący władzę w Rosji, nie da się ukryć, czerpią wielkie korzyści z pasożytowania na rozwoju swojej ojczyzny, a im więcej zyskują oni, tym więcej zyskują urzędnicy i oligarchowie pomagający im utrzymać naród w szeregu. Obraz koła, które ma obręcz i pierścień w centrum, a obie części, są połączone nie powiązanymi ze sobą szprychami w pełni do tego pasuje. Naród jest obręczą, władza jest pierścieniem, a ludzie podlegli władzy są szprychami. Szprych nic ze sobą nie łączy, jedyne co mają ze sobą wspólnego to być łącznikiem między władzą, a narodem. Dlatego to jest jeden z głównych czynników dlaczego w Rosji nie ma teraz ludzi, którzy mogą zagrozić władzy, po prostu tym co mają potencjał do przeprowadzenia zmian, nie odpowiada zmiana. Na tym, jak jest teraz najbardziej korzystają.

Rosja jako imperium to propagandowe odbicie w krzywym zwierciadle, które powstało, gdy do obywateli zaczęło docierać, że rządzący nie zaczynają sobie radzić z wyzwaniami światowej konkurencji gospodarczej i technologicznej. Służy to temu, aby władza mogła pozostać na swoim miejscu, a ludziom czerpiącym z tego korzyści nic się nie stało. Rosjanie od wielu pokoleń nauczyli się odmawiać sobie wielu udogodnień, jeśli wiązało się to z poczuciem poświęcenia dla rozwoju/uratowania ojczyzny, aby pokazać zewnętrznemu wrogowi, że na Rosji zje sobie zęby jak wcześniej Polacy, Napoleon i Hitler.

Tym dzisiejszym wrogiem są Stany Zjednoczone i od 2014 roku Unia Europejska, według propagandy Kremla dająca się zwodzić Białemu Domowi. Przed tak wielkim wrogiem obronić może się tylko imperium, mające wytrzymałych obywateli. I taki obraz jest prezentowany Rosjanom. Rosja jako imperium surowcowe, jako potężna siła militarna o wielkiej sile głosu na arenie międzynarodowej. Ale co się stanie, gdy ten obraz pryśnie? Gdy zaczną się nasilać demonstracje jak ta z marca tego roku przeciw korupcji? Gdy zabraknie najważniejszej osoby w państwie, która nad tym wszystkim panuje?

Oczom obywateli objawi się na nowo kraj z przetrąconym kręgosłupem gospodarki i zniszczonym potencjałem ludzkim, gdyż elity wydzierały sobie pieniądze i tworzyły kolejne pokolenie z pozoru wolnych ludzi. Stanie się podobnie jak przy każdym takim cyklu. Rosja przeżyje kolejny kryzys, świat pomoże z tego kryzysu powstać, a rządzący wymyślą kolejny mit na temat relacji Rosji ze światem pozwalający bogacić się kosztem ojczyzny.

Dlatego imperializm rosyjski nie zagraża światu. Bo nie jest nastawiony na ekspansję, a na zapewnienie argumentów, że za złym stanem Rosji nie stoi jej władza, a potencjalne źródło reform, które zmieniłyby władzę i świadomość obywateli.

Michał Żukowski

Comments

Comments