Geneza kryzysu imigracyjnego

Wiele ostatnio mówi się o zalewie  imigrantów szturmujących granice UE. Codziennie w prasie, TV i internecie widzimy tysiące osób próbujących przedostać się z Afryki, Bliskiego Wschodu i Azji Centralnej do Unii Europejskiej. Lewica przekonuje nas, że powinniśmy witać wszystkich przybyszów z otwartymi ramionami jak braci i siostry, prawica przekonuje nas, że czeka nas nagła i gwałtowna śmierć pośród rozwścieczonych muzułmańskich hord. Skutki obecnej polityki UE i poszczególnych jej państw to temat na odrębny artykuł albo nawet kilka. Teraz skupimy się na tym jak mogło dojść do sytuacji, w której cała idea integracji europejskiej mówiąc bez ogródek po prostu się sypie.

Smoke billows from burning tyres as a Syrian rebel of the Halab al-Shabah battalion under Al-Tawhid brigade fires towards regime forces during clashes in Al-Amariya district of the northern city of Aleppo on November 13, 2012. Fierce battles and army shelling in and near Damascus killed at least 41 people, mostly civilians, the Britain-based Syrian Observatory for Human Rights said, as warplanes launched more air raids on a town on the Turkish border. AFP PHOTO/JAVIER MANZANO

Zwykle w takich analizach przywołuje się rok 2010 i arabską wiosnę, spontaniczne wybuchu społecznego niezadowolenia, które zapoczątkowane w Tunezji, przetoczyły się po Afryce Północnej i Bliskim Wschodzie. Można też cofnąć się w czasie jeszcze dalej do pamiętnego 2003 roku i II Wojny w Zatoce Perskiej. Ja jednak źródeł problemu chciałbym poszukać u samego zarania tzn. jeszcze w czasach kolonialnych. Region ten był bezlitośnie eksploatowany przez narody Europy Zachodniej, w szczególności przez Francuzów (Maroko, Algieria) oraz Brytyjczyków (Irak, Syria, Palestyna, Egipt), a wszelkie powstania topiono we krwi. Europejczycy ustalali wg swojego mniemania marionetkowe rządy, które w brutalny sposób represjonowały ludność. Właściwie patrząc na obecny styl rządzenia na Bliskim Wschodzie to niewiele się zmieniło. Region, który kiedyś był prekursorem w takich dziedzinach jak medycyna, matematyka, astronomia był bezlitośnie wykorzystywany przez tzw. cywilizowane kraje. Mówiąc o ciapatych brudasach zapominam o tym, że w Bagdadzie powstawały przełomowe prace z zakresu algebry, a cyfry arabskich używamy na co dzień (cyfry arabskie tak naprawdę pochodzą z Indii, ale to właśnie Arabowie przekazali je europejczykom). To Europa, na spółkę z Imperium Osmańskim oraz swego czasu Persją, cofnęła w rozwoju ten zakątek świata o kilkaset lat.

Potem przyszła I Wojna Światowa i upadek Imperium Osmańskiego, a kolonialne potęgi dalej zachowały swoje wpływy, aż do czasów II Wojny Światowej, która także nie oszczędziła tego zakątka świata. Zimna Wojna oraz powstanie państwa Izrael doprowadziło do ogromnej militaryzacji całego świata bliskowschodniego. Z jednej strony Amerykanie, z drugiej Rosjanie uzbrajali niebezpieczne totalitarne reżimy i anachroniczne monarchie w niewyobrażalne ilości sprzętu wojskowego. Nic więc dziwnego, że prawdziwy pokój na Bliskim Wschodzie w XX i XXI nie zaistniał. Konflikty między państwami, plemionami, religiami i sektami, w szczególności szyitami i sunnitami, rozrywały ten kawałek świata kawałek po kawałku. Rozgrywając swoje interesy wielkie światowe mocarstwa nie jednokrotnie traktowały cały ten teren jako wielki poligon, np. niewyobrażalnie krwawa (ponad milion ofiar!) wojna Iracko-Irańska była doskonałym testem tego jak sprawuje się broń rosyjska przeciwko amerykańskiej. Po upadku związku radzieckiego sytuacja zaczęła pogarszać się w jeszcze szybszym tempie. Pokonanie irackiej armii podczas pierwszej Wojny w Zatoce Perskiej wydawało się krokiem ku stabilizacji. Jednak nie stało się tak. Radykalizm w regionie cały czas rósł co doprowadziło do ataków na Amerykę w 2001. I odwetowych wojen administracji George W. Busha Jr. O ile wejście do Afganistanu można było wytłumaczyć chociażby zwyczajną żądzą zemsty zranionego imperium, to już II Wojna Iracka z 2003 może przejść do historii jako jeden z największych błędów ludzkości. Obecność wojsk koalicji antysaddamowskiej doprowadziła nie do uspokojenia regionu, a do dalszego niespotykanego chyba w historii, wzrostu nastrojów ekstremistycznych. Wejście do Iraku było błędem, natomiast wyjście wojsk amerykańskich stanowiło totalną katastrofę. Demokracja przywieziona na czołgach okazała się niezdolna do zarządzania państwem. Kompetentni dowódcy i urzędnicy sunniccy zostali odsunięci od władzy i zastąpieni przez szyitów, którzy co prawda stanowili większość populacji kraju, ale nie mieli doświadczenia w rządzeniu. Co gorsza popchnęło to Irak do bliskiego flirtu z Iranem. Ciśnienie w regionie cały czas rosło, aż w 2010 wybuchło z pełną mocą Arabskiej Wiosny. I znowu mocarstwa zaczęły rozgrywać kiełkujące wszędzie rewolucje. Podsycając je tam gdzie było to wygodne i pomagając dławić je tam gdzie despotyczne rządy były sprzymierzeńcami. Amerykanie zdołali obronić większość swoich wpływów w regionie, Rosjanie byli zbyt słabi by to uczynić. Doprowadziło to do katastrofalnej nierównowagi w systemie. Libia wysadzona w powietrze przez bombardowania NATO i Syria zamieniona w ponure post-apokaliptyczne przez sponsoring bogatych państw z Półwyspu Arabskiego stały się przysłowiowym gwoździem do trumny. Z jednej strony Iran walczący o dominację swojej wizji islamu, z drugiej Turcja pragnąca rozwiązać raz na zawsze kwestię kurdyjską, Saudowie sojusznicy USA będący równocześnie największym sponsorem fundamentalizmu islamskiego na świecie, Amerykanie dozbrajający każdego „bojownika o wolność”, Rosjanie pragnący zachować swoje topniejące wpływu i rynki zbytu dla broni. Dodając do tego jeszcze Izrael rozwiązujący każdy swój problem z sąsiadami za pomocą 500 funtowych bomb zrzucanych z F-16 mamy idealny inkubator dla radykalizmu. I ten radykalizm nie jest spowodowany tylko przez religii, jasne można interpretować islam jako zachętę do przemocy. Ale przecież Stary Testamentu interpretowany dosłownie też nie zachęca jedynie do miłości bliźniego swego. Problemem jest chaos i bieda ogarniający muzułmański świat od Nigerii (Boko Haram), Mali (Tauregowie), Somalii (Al-Shaab), Libii (dwa zwalczające się rządy w Tobruku i Bengazi), Syrii i Iraku (ISIS, FSA, Al-Nusra, PKK), Jemenie (arabska inwazja na ten kraj), na Kaukazie (Emirat Kaukaski) czy wreszcie w Afganistanie i Pakistanie (gangi narkotykowe i Talibowie, a ostatnio też ISIS). Nie należy mylić przyczyny ze skutkiem. Nie dlatego muzułmanie są terrorystami bo islam jest jakoś szczególnie zły na tle innych religii, chociaż niektóre jego dogmaty są szczególnie atrakcyjne do radykalizacji. Problemy są jak zwykle natury ekonomicznej. Młodzi mężczyźni w tych kulturach, jeżeli są biedni nie mają żadnej realnej szansy na choćby jedną żonę. Możliwość posiadania kilku żon przez bogatych musi być zawsze kosztem czegoś. Przecież liczba kobiet i mężczyzn jest mniej więcej równa w społeczeństwie i jeżeli ktoś ma żon kilka to tylko dla tego, że kilku mężczyzn nie ma ani jednej. A dla kobiet oznacza to, że śmierć jednego mężczyzny automatycznie powoduje powstanie kilku wdów. Jakie to ma implikacje? Otóż pomyślcie, mając do wyboru ubogą egzystencję w totalitarnym reżimie bez szans na awans społeczny, a obietnice szczęśliwego i bogatego życia, oraz dla mężczyzn spełnienia seksualnego, co prawda pozagrobowego, ale nieskończenie lepszego od tego obecnego co byście wybrali ich miejscu? Wbrew wszelkim pozorom zamachowcy-samobójcy wysadzający się na wśród tłumów cywilów postępują logicznie wg swojego mniemania, przecież trafią od razu do raju by zażywać radości w otoczeniu hurys. Także ich mocodwacy nie są wariatami. Mają swoje jasno sprecyzowane cele do których bardzo konsekwentnie dążą, a mianowicie rozszerzanie islamu na cały świat. Religia jest tu pewnego rodzaju wymówką, tak naprawdę chodzi o przejmowanie kontroli nad kolejnymi terytoriami i zasobami, zresztą jak zawsze. Tak samo europejczycy chrystianizowali cały świat by powiększać swoje wpływy, teraz dzieje się to samo ze strony np. Saudów pompujących miliardy petrodolarów w meczety, szkoły koraniczne i propagowanie islamu na całym świecie. Dla nich to inwestycja, ropa i gaz skończą się za kilkadziesiąt lat, do tego czasu mogą zostać z opustoszałymi wieżowcami wśród pustyni albo stać się liderem sporego kawałka świata. Elementem koniecznym do przesunięcia ich stref wpływów jest zmiana składu demograficznego innych krajów. Stąd zamknięte granice i skąpstwo na obozy dla uchodźców w krajach sąsiednich oraz podsycanie lokalnych konfliktów. ISIS nie mogło powstać bez potężnego wsparcia finansowego i zupełnie przez przypadek głównym wrogiem ISIS jest szyicki reżim Assada i szyicki rząd w Iraku. Jaki dogodny zbieg okoliczności dla sunnickiej Arabii Saudyjskiej oraz Turcji, która nie miała problemu w przepuszczaniu kolejnych setek ochotników dołączających do Kalifatu i przy okazji mordujących niewygodnych Kurdów. Powstanie Kalifatu i okrucieństwa przez niego popełniane są jedną z głównych sił napędowych kolejnych fal uchodźców, są także świetnym pretekstem do walki z nim. Z ISIS walczy każdy: Iran, państwa Półwyspu Arabskiego, rządy w Iraku i Syrii, USA, NATO, FSA, Peshmergowie, Hezbollah, ostatnio oficjalnie dołączyła się też Rosja i nawet Al-Kaida ich zwalcza! I jakie są efekty zaangażowania tylu ogromnych potęg wojskowych do spółki z najbardziej radykalnymi grupami bojowników na świecie? Dosyć skromne moim zdaniem, Pańtwo Islamskie jedynie osiągnęło już terytorium porównywalne z terytorium Polski. Prowadzi ciągle wydobycie ropy naftowej (pytacie kto od nich kupuje ropę? Odpowiem jest sprzedawana w Iranie i Turcji) i nadal otrzymuje zewnętrzne finansowanie. Czyli nie chodzi o to by króliczka złapać, ale by go gonić. Przerażające jest też to, że Kalifat zaczyna mieć swoje filie: w Afganistanie (z kiepskim rezultatem), w Libii (trzecia siła w państwie), w Somalii (islamiści ostatnio odbili tam pięć miast w przeciągu trzech dni!), Mali (z raczej średnim skutkiem) i Nigerii (duża część kraju niekontrolowana przez rząd). Piszę to wszystko abyśmy zrozumieli, że islam gra w tym problemie dużą rolę, ale bynajmniej nie najważniejszą. Jest to rozgrywka geopolityczna na najwyższym szczeblu i argumenty moralne nie są przez żadnego z tych graczy w najmniejszym stopniu szanowane. Przyjęcie niekończącej się fali uchodźców do UE jest formą ataku tzw. bronią demograficzną. Nie należy winić za to jednak ludzi koczujących na naszych granicach albo wdzierających się na siłę poprzez te granice. Zostali oni potraktowani jak bezmyślne bydło, spodleni i zmuszeni do wędrówki tak, aby w każdym kraju do którego zawitają w większej liczbie stać się źródłem problemów i napięć społecznych. Nie jest to jednak wina ich religii ani pochodzenia. To tylko pionki w coraz większej grze. Europa zapomniała, że świat nie jest miłym miejscem i jest dużo graczy, którzy życzą nam jak najgorzej. A do tego podejmowaliśmy bardzo złe decyzję, np. zniszczenie Libii doprowadziło na skraj katastrofy całą Afrykę Subsaharyjską. I tu pojawia się wielki dylemat moralny, jak pomagać w takiej sytuacji? To jednak nie jest już tematem tego artykułu. Moim zdaniem politycy powinni w pierwszej kolejności pamiętać, że niemoralne dla nich są tylko decyzje szkodzące ich obywatelom.

Walerian Mazur

Comments

Comments

Dodaj komentarz