Imigranci wszystkich czasów – łączcie się!

Rok 1831 – legiony polskich powstańców uciekają z kraju przed represjami. Idą oni w głównej mierze do Francji, by zejść się z istniejącą już post-kościuszkowską Polonią. Trzy lata później powstaje najważniejsze dzieło literackie w historii naszej ojczyzny – także na emigracji. Niedługo ma wybuchnąć kolejny zryw, co w konsekwencji spowoduje następne masowe migracje. W 1916 umrze jeden z polskich noblistów, który swoje najważniejsze dzieła – jak na ironię – napisał poza granicami (nieistniejącej wtedy) ojczyzny.

Migrants

Wymieniać tak da się w nieskończoność. Każdy może sobie wpisać w Google (albo sięgnąć do opracowań naukowych) hasło „wieka emigracja” i poczytać, jak tysiące polskich uciekinierów pędziło za granicę, szukając schronienia przed represjami. Przez sto lat pieczołowicie pracowaliśmy na tytuł jednych z największych uciekinierów w Europie i dopiero niedawno udało się ten tytuł przejąc imigrantom z Bliskiego Wschodu. Może jednak zacznijmy od opisu tamtych czasów. Na początku wieku zaczyna się rodzić idealizm niemiecki, mający niedługo doprowadzić do rewolucji filozoficznej oraz narodzin marksizmu. Europa jest jeszcze świeżo po doświadczeniach rewolucji francuskiej, gdzie religia straciła władzę zarówno nad decyzjami podejmowanymi w państwie jak i nad moralnością ludzi. Idee wyzwoleńcze oraz narodowowyzwoleńcze zaczynają przenikać z klas inteligenckich oraz szlacheckich do mieszczaństwa (chłopstwo pod zaborami nie będzie w pełni świadome jeszcze przez długi czas, uznając za swoich panów tych, którzy nadawali im ziemię podczas uwłaszczenia). Mistycyzm, szczególnie ten oparty na chrześcijaństwie, przeżywa drugą młodość. W tym wszystkim Polacy niestety nie do końca umieli się odnaleźć. Starzy ciągle marzyli o powrocie Napoleona, który przyniesie wyzwolenie ich ojczyźnie (i będzie żołnierzy traktował jak wierne psy gończe – patrz opis wojsk polskich w „Wojnie i pokoju” Tołstoja); młodzież miała problemy z integracją, uciekając często we wczesny socjalizm i sekciarstwo (vide towiańczycy) przez co wzbudzała nienawiść i falę krytyki, a rząd francuski kombinował, jak pozbyć się uciążliwych gości, najlepiej zarzucając im szpiegostwo dla Rosji. Paranoja, chociaż brzmi znajomo. Bo dokładnie to samo dzieje się we współczesnej Polsce.


Ksenofobiczne wyziewy są gorsze od drutu kolczastego na granicach Macedonii, bo trują nie tylko chorą już tkankę społeczeństwa, ale też prowadzą do defragmentacji tej zdrowej. I jasną rzeczą jest, że nasz kraj nie będzie miał żadnych profitów z przyjmowania imigrantów. Nie potrzebujemy taniej siły robotniczej, bo taką już posiadamy (chociaż burżuazja polska ma ostatnio zwyczaj i tak ciąć koszta, zatrudniając Ukraińców na czarno). Zapewne dałoby się znaleźć te dwa tysiące nieszczęsnych wolnych miejsc pracy, gdyby porozdzielać uchodźców pomiędzy większe miasta i wysłać do zieleni miejskiej. Co więcej – kolejne pokolenia tych ludzi mogą nie być do końca zasymilowane ze społeczeństwem polskim (a nasza skrajna nietolerancja nam w tym absolutnie nie pomoże). Ale czy ktoś pytał Mickiewicza jaki będzie z niego pożytek, kiedy emigrował do Francji? Pomyślcie o tych wszystkich biednych legionistach, najczęściej kalekich, pozostawionych w skrajnej biedzie i umierających w przytułkach. A może boicie się o dziedzictwo narodowe i problem „multikulti”? Czy w II RP ktokolwiek, poza schizofrenicznym, żyjącym we własnej rzeczywistości skrajnym obozem narodowym, martwił się o wymieranie kultury (przypomnijmy, że Polacy stanowili tylko 70% całego społeczeństwa)? Czy ktokolwiek martwił się naciskami Żydów, aby wprowadzić prawa pochodzące z ich religii (8% w II RP)? Obecnie poza krajami spod dawnego panowania tureckiego, gdzie islam faktycznie jest religią zakorzenioną, na rok 2014 we Francji żyje zaledwie 10% osób deklarujących się jako muzułmanie, w Niemczech 5% – tak samo w Szwecji (dane: http://www.muslimpopulation.com/Europe/ – zachęcam do kliknięcia w zakładkę „References”). Jak widać, tak jak nigdy nie groziła nam władza Żydów, tak teraz nie ma co się bać o islam. Co więcej, nie jest prawdą, że zagraża nam zalew terroryzmu. Według Europolu, w roku 2014 aresztowano 774 osoby podejrzane o terroryzm, w tym tylko 199 doszło do skutku. Połowa ze wszystkich była inspirowana z pobudek religijnych (to ciekawe, że Polsce przypada pierwsze miejsce na równi z Włochami pod względem ilości prawicowych terrorystów) (źródło: https://www.europol.europa.eu/latest_publications/37). Niestety, nie mogłem znaleźć rzetelnego źródła z podziałem na wyznanie/ilość zamachów.

Przyjęcie tych ludzi ma być dla nas nie zyskiem materialnym a merytorycznym. Będzie to idealna lekcja solidarności międzyludzkiej, której tak brakuje naszym krajanom. Obowiązkiem względem osoby, która znalazła się w sytuacji zagrożenia życia, a polegać może tylko na takich jak my. Okazuje się to też świetną okazją do spłacenia długu wobec tych, którzy w szczególnie napiętym dla nas okresie, przyjmowali tysiące polskich imigrantów, chociaż nie było im to na rękę. Jeżeli nie popełnimy błędu naszych sąsiadów (np. Szwedów), którzy izolowali imigrantów w gettach, pozostawiając ich samych sobie, możemy wszyscy na tym skorzystać z dłuższej perspektywy czasu. Tym bardziej, że to jedynie dwa tysiące ludzi. Większe tłumy widzę na pierwszoligowych rozgrywkach piłkarskich…

Michał Przezbórski

Comments

Comments

One thought on “Imigranci wszystkich czasów – łączcie się!

  1. „Jeżeli nie popełnimy błędu naszych sąsiadów (np. Szwedów), którzy izolowali imigrantów w gettach, pozostawiając ich samych sobie, możemy wszyscy na tym skorzystać z dłuższej perspektywy czasu.”

    Tak jak Francuzi?

Dodaj komentarz