Internet to za mało, czas na coś więcej

Internet rozumiany jako zbiór sieci komputerowych umożliwiający komunikacje ludziom na całym świecie stał się nie wystarczający. Kolejnym krokiem jest Internet rzeczy lub przedmiotów (ang. Internet of Things) albo wręcz Internet Wszystkiego, jak swoją wizję określa CISCO. Za nazwą tą stoi koncepcja rozwoju sieci komputerowych oparta na przekonaniu, że najważniejszym kierunkiem wymiany informacji przestał być człowiek i maszyna, a należy zamiast tego skupić się na komunikacji wzajemnej pomiędzy urządzeniami. W chwili obecnej ponad 3 miliardy 300 milionów osób na całym świecie ma dostęp do Internetu, czyli prawie połowa ludzkości. Równocześnie w sieci obecnych jest ponad 10 miliardów urządzeń. Obserwując dynamikę wzrostu użytkowników Internetu (w ciagu ostatnich 15 lat wzrost o 1 700%) należy spodziewać się niemal całkowitego usieciowienia rodzaju ludzkiego w dającej się przewidzieć perspektywie. Firmy takie jak Google pracują już nad dronami i balonami stratosferycznymi mającymi zapewnić dostęp do Internetu w niemal każdym zakątku Ziemi. Nastąpi więc nasycenie rynku urządzeń umożliwiających ludziom na podłączenie się do sieci. Mając to na uwadze kilka światowych korporacji takich jak: Intel, Google, Cisco zaczęło skupiać na komunikacji M2M (ang. Machine to Machine).

17337

Według analityków w przyszłości większość przedmiotów codziennego użytku będzie zawierała w sobie mikrokontrolery lub mikroprocesory oraz będzie jednoznacznie identyfikowalna w globalnej sieci. Co więcej założeniem jest także stałe podłączenie każdego obiektu do sieci oraz możliwość jego lokalizacji. Wielka liczba małych obiektów komunikujących się ze sobą i wchodzących w interakcje nosi nazwę Inteligentnego Pyłu (ang. Smart Dust). W takiej sytuacji większość obiektów podłączonych do Internetu  będzie posiadać jedynie interfejsy sieciowe umożliwiające jedynie komunikacje z innymi urządzeniami. Stwarza to ogromne możliwości oraz ogromne zagrożenia. W chwili obecnej do sieci podłączonych jest 18 miliardów urządzeń, co stanowi wg. estymaty CISCO 2% „rzeczy na świecie” w roku 2020 penetracja rynku ma wzrosnąć do 3% co da 50 miliardów urządzeń mających dostęp do Internetu.

podłączone obiekty

Liczba obiektów podłączonych do sieci i penetracja światowego rynku

Wpływ i konsekwencje upowszechnienia idei Internetu Rzeczy nie są jeszcze ostatecznie określone, choć można być pewnym, że potencjał drzemiący w dialogu pomiędzy użytkownikami i maszynami jest olbrzymi. Kierunkiem rozwoju jest zwiększenie interakcji pomiędzy człowiekiem a przedmiotem oraz przede wszystkim interakcji pomiędzy obiektami bez udziału człowieka. To z kolei rodzi potrzebę analizowania coraz większych wolumenów danych, identyfikacji zawartych w nich informacji, które istotne są dla danej aktywności oraz podejmowania optymalnych decyzji dotyczących przyszłych zachowań. Źródłem dla tej „inteligencji” jest analityka oraz umiejętność aplikowania jej nawet w najbardziej złożonych środowiskach decyzyjnych.

the-internet-of-things-will-change-virtually-everything-about-how-large-companies-operate

Jak widać dział IoT ma największą dynamikę wzrostu

Internet Rzeczy jest już obecnie stosowany, w niektórych branżach nawet bardzo szeroko, współczesna logistyka, transport, wielkoskalowe procesy przemysłowe są już od dawna w dużej mierze oparte na rozwiązaniach z zakresu IoT. Następne w kolejności będą usługi infrastrukturalne, a nawet całe miasta w całości podłączone do sieci. Docelowym planem korporacji jest wprowadzenie do naszych domów znacznie większej liczby przedmiotów mających sieciową tożsamość. Sprzęt AGD i RTV, meble, akcesoria kuchenne, a nawet ubrania mają mieć swoje adresy IP umożliwiające ich identyfikacje i lokalizacje w każdej chwili. Czy można posunąć się jeszcze  dalej?

rfid09

Chip RFID wszczepiony w dłoń

Oczywiście, że tak. Kontrowersyjnym pomysłem, ale już wcielanym w życie, jest zastosowanie chipów opartych o technologię RFID wewnątrz ludzkiego ciała. W Szwecji przeprowadzono już na ochotnikach rekrutujących się z jednej firmy eksperyment polegający na wszczepieniu takiego chipu w dłoń i używaniu go do otwierania drzwi w budynku oraz identyfikacji zamiast zwykłej karty dostępowej. Innym zastosowaniem takich chipów mógłby być monitoring stanu zdrowia osób przewlekle chorych. Jednak równie dobrze można użyć tej technologii do np. monitorowania więźniów. Możliwy jest także scenariusz w którym ludzie będą mieć możliwość bezpośredniego podłączenia do sieci komputerowej poprzez wbudowane interfejsy ciało-maszyna, w takim przypadku podstawowym identyfikatorem każdego z nas może stać się nie numer PESEL, a adres IP wbudowanego chipu. Co prawda to rozwiązanie ma swoje zalety jednak czy tak drastyczny krok jak umieszczanie sztucznych elementów we własnym ciele oraz całkowita utrata prywatności, urządzenie jest stale włączone, można usprawiedliwić pogonią za postępem i wygodą?

Usieciowienie niemal każdego otaczającego nas przedmiotu może nieść ze sobą bardzo poważne negatywne konsekwencje. Po pierwsze dodatkowe dziesiątki miliardów urządzeń sieciowych komunikujących się ze sobą przez Internet stanowią olbrzymie wyzwanie dla obecnej i przyszłej infrastruktury sieciowej. Można wyobrazić sobie scenariusz w którym ruch generowany przez IoT przekracza ten wygenerowany przez zwykłych użytkowników i doprowadza do przeciążenia sieci

Po drugie konsekwencje awarii infrastruktury sieciowej będą w świecie zdominowanym przez IoT dużo poważniejsze. Nie tylko wstrzymane zostaną usługi publiczne i infrastrukturalne na danym obszarze, ale dodatkowo duża część naszych przedmiotów codziennego użytku straci swoją funkcjonalność. Zwiększy to nasze uzależnienie od technologii i uczyni społeczeństwo wrażliwszym w sytuacjach nadzwyczajnych. W sytuacji gdy ludzie przywykli do tego, że zakupy robi za nich inteligentna lodówka, a do domu dostarcza je dron każda przerwa w dostępie do sieci może nieść trudne do przewidzenia konsekwencje. Czy za 50 lat w USA będą jeszcze w ogóle sklepy w tradycyjnym sensie tego słowa, a jeśli tak to czy ich klientami nie będą częściej nasze urządzeni AGD niż my sami, analizy dotyczące IoT uznają to za bardzo prawdopodobny scenariusz.

Po trzecie trend związany z popularyzacją usług w chmurze oraz wprowadzania coraz to nowych urządzeń do środowiska pracy ograniczył możliwość ścisłej kontroli systemów. Dyrektorzy IT w firmach zmagają się z ryzykiem, jakie niosą ze sobą pracownicy korzystający z nieautoryzowanych serwisów poprzez niezabezpieczone telefony, dając tym samym cyberprzestępcom dostęp do wrażliwych danych biznesowych. Kluczowe będzie zatem dobieranie takich rozwiązań z kategorii IoT, które oferują szyfrowanie komunikacji pomiędzy urządzeniami. Należy również rozważyć wdrożenie lub wzmocnienie systemów szyfrowania do ochrony danych w sieciach, usługach w chmurze i na urządzeniach końcowych.  W ostatnich latach analitycy bezpieczeństwa wykryli luki w wyposażonych w Wi-Fi lalkach Barbie, jeepach Cherokee, urządzeniach do pomiaru aktywności fizycznej oraz innych podłączonych do sieci przedmiotach. Eksperci ostrzegają, że cyberprzestępcy mogą wykorzystać luki w konsumenckich urządzeniach IoT, aby uzyskać dostęp do sieci korporacyjnych i sprzętu, do których jest podłączony. Stanowi to zupełnie nowy zestaw wyzwań z zakresu cyberbezpieczeństwa na który jeszcze nie jesteśmy gotowi.

Obama-Yes-we-scan

Ostatnim i zdecydowanie największym zagrożeniem o którym warto wspomnieć jest utrata prywatności i permanentna inwigilacja. Już teraz rządy i korporacje wiedzą o nas prawie wszystko dzięki systemom monitoringu miejskiego, historii płatności kartą kredytową i w szczególności dzięki naszej aktywności w sieci. Wizja świata w którym teoretycznie można nas kontrolować także poprzez przedmioty, które nas otaczają, a nawet nasze ubrania jest nawet śmielsza od tej przedstawionej w książce ‘1984’ George’a Orwella. Kwestie bezpieczeństwa i prywatności w przypadku IoT mają znaczenie absolutnie priorytetowe. Już przy obecnym stanie rozwoju techniki dochodzi do rażących nadużyć w kwestii prywatności, np. aplikacja Facebook podsłuchująca wszystkich odgłosów zarejestrowanych przez komórkę. Nietrudno wyobrazić sobie służby takie jak amerykańskie NSA czy rosyjskie FSB korzystające z tych informacji wbrew podstawowym prawom obywatelskim. Jeżeli teraz NSA za pomocą projektu PRISM jest w stanie inwigilować ogromną część ludzkości, a potem zlecać zabójstwa wykonywane przez CIA to co stanie się w momencie gdy elementem sieci będzie także czajnik do herbaty i każdy wasz podkoszulek?

Na rozwój Internetu Rzeczy wpływ ma kilka czynników. Przede wszystkim postępująca miniaturyzacja, dzięki której możliwe jest umieszczanie mikrokomputerów praktycznie w każdym urządzeniu. Niebagatelną rolę odegrał tu również rozwój technologii mobilnych i coraz bardziej wszechobecny bezprzewodowy dostęp do sieci. Wciąż jednak istnieje kilka ograniczeń. Jednym z nich jest problem zasilania. Jednak niektóre urządzenia działające w ramach IoT nie potrzebują żadnego zasilania, wystarczy im jedynie odbierany sygnał radiowy. Pomimo tego, że urządzenia wyposażone są w coraz mocniejsze baterie, wcześniej czy później będą wymagały one podłączenia do prądu lub wymiany na nowe. Druga bariera związana jest z ograniczoną liczbą urządzeń mogących posiadać adres IPv4 (mogą go mieć ok. 4 mld urządzeń). Wyjściem z tej sytuacji jest protokół w wersji szóstej, tj. IPv6, który  zamiast 32 bitów składa się ze 128, co oznacza, że potencjalnie dostępnych adresów sieciowych będzie około 100 razy więcej niż atomów wchodzących w skład naszej planety. Ostatnie ograniczenie dotyczy wypracowania jednolitych standardów dotyczących przede wszystkim bezpieczeństwa danych i prywatności. Przed światem technologii stoi bowiem ogromne wyzwanie, by zapewnić bezpieczeństwo i przekonać ludzi, że informacje, na każdym kroku zbierane przez urządzenia, są chronione. Choć to niełatwe zadanie, osiągnięcie tego jest możliwe, czego przykładem są chociażby banki i wirtualne pieniądze. W tej chwili mało kto zastanawia się, czy środki zdeponowane na internetowym rachunku są chronione. Jeżeli przekazywane między urządzeniami dane będą tak samo zabezpieczone, a technologia rozwinie się w pożądanym kierunku, Internet Rzeczy stanie się rzeczywistością. Światowe korporacje zyskają nowy rynek zbytu (w chwili obecnej wart 250 mld $, za pięć lat mający przekroczyć 1 500 mld $), rządy zyskają nowe narzędzie do inwigilacji obywateli, a my wraz z pewnymi nowymi możliwościami utracimy resztki niezależności od technologii. W świecie wszechmocnego Internetu możemy stać się jedynie kolejnym adresem IP w tablicach routingowych serwerów. Czy tak się stanie? Śledząc dynamikę rozwoju sieci jest to prawdopodobny scenariusz…

WM

Comments

Comments