Marsz Niepodległości – unboxing

11 listopada 2017 w jednej z europejskich stolic doszło do zamieszek ulicznych w trakcie, których zostało rannych ponad 20 policjantów, podpalano co najmniej jeden samochód oraz zdemolowane pobliskie sklepy i bary, a rozochoceni demonstranci przystąpili do grabieży. O co chodzi? Oczywiście o awans marokańskiej drużyny piłki nożnej do MŚ w piłce nożnej. [1] Przenieśmy się jednak ze spokojnego zachodu Europy na złowieszczy Dziki Wschód i okryty ponurą sławą Marsz Niepodległości.

Kilka godzin wcześniej w Warszawie odbył się  cykliczny Marsz Niepodległości, pierwszy w którym uczestniczyłem. Wydarzenie to rozpala do białości zdecydowaną większość komentatorów życia  publicznego w Polsce.  Bezpartyjna, od czasu gdy nie zdążyli wypełnić papierów na czas, organizacja  młodych działaczy wystawiająca rok do roku kilkudziesięciu tysięczną demonstracje musi budzić emocje. Szczególnie, gdy dzieje się w rocznicę odzyskania niepodległości (tak, wiem data 11 listopada nie jest dokładna) i na sztandarach ma wypisany radykalizm. Na szczęście, w przeciwieństwie do Brukseli, czy Wrocławia[2] tego samego dnia w Warszawie obyło się bez spektakularnych rękoczynów. Co jest, biorąc pod uwagę 19naście demonstracji, kontrmanifestacji, marszów i zbiórek, zarejestrowanych tego dnia w stolicy dość sporym osiągnięciem ze strony organizatorów oraz policji. Nielegalna blokada marszu dość fortunnie, dla nich samych została usunięta przez policję, z tego co zaobserwowałem część uczestników MN dość entuzjastycznie odnosiła się do jej hipotetycznego usunięcia. Co biorąc pod uwagę liczbę obu kontr zgromadzeń zakończyłoby się nie najlepiej dla blokujących. Tu trzeba uczciwie przyznać, że wyprowadzanie ludzi na ulicę i podgrzewanie ich radykalnymi hasłami jest świetną pożywką dla potencjalnej przemocy w której mogą ucierpieć obie strony ideologicznego sporu.

Więcej blokujących czy fotoreporterów, ciężko stwierdzić

No dobrze, jaki był marsz oprócz tego, że bezpieczny?  Niekonsekwentny w swoim dualizmie, z jednej strony oficjalna retoryka na samym marszu nie kryje radykalnego dryfu. A jednak promowany jest on jako impreza ‘dla wszystkich’. Jak to wychodzi w praktyce? Dość różnie. Nie wiem jak bym współodczuwał z tłumem w latach poprzednich, szczególnie w czasach gdy policja zamiast dbać o bezpieczeństwo rozgrywała marsz po swojemu. Ale wczoraj nie czułem, przez większość czasu, energii tłumu zmierzającego na błonie Stadionu Narodowego. Były jakieś niewielkie grupki z przyśpiewkami, głównie około stadionowymi, rozrzucone w morzu pikników. To tak jakby kibiców z kotła rozstawić po całym stadionie. Czy wyjdzie z tego dobra oprawa? Niekoniecznie. Zdecydowanie zabrakło samochodów z nagłośnieniem i ludzi animujących tłum w czasie samego marszu. Pochód juwenaliowy w Poznaniu wypadał pod tym względem o niebo lepiej.

Ruch Narodowy jak widać ma pomysły na politykę zagraniczną podobnie skuteczne jak niezastąpiony minister Waszczykowski

Co do samego współtłumu uczestników odniosłem wrażenie, że czegoś brakowało. Rozmawiając z członkami poznańskiej Młodej Endecji, mieliśmy wrażenie braku pozytywnego entuzjazmu. Zarzucanie najprostszymi przyśpiewkami stadionowymi wyzwalało trochę energii, ale najlepiej działały hasła-klasyki typu: „A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści”, „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę” oczywiście hasła zwalczające bardzo nam wrogi ustrój totalitarny nie budzą mojego sprzeciwu jako takie. A i „Jebać TVN” oczywiście. Tylko, że po tylu latach od wyjścia z PRL-u i rozpadu ZSRR walka z komuną jako główny motyw przewodni nie wydaje się, ani bardzo mobilizująca, ani szczególnie trafna jako diagnoza problemów XXI wieku… Niestety taka narracja dość mocno przebijała z wystąpień publicznych przed samym marszem i na jego zakończenie. Mało, usłyszałem o potrzebie pracy organicznej o rozsądku, potrzebie kompromisu, mądrej budowie majątku narodowego. Dużo było dość jałowej krytyki UE, nawoływania do walki z układem, systemem, sporo islamofobii połączonej z narodowo-katolicką retoryką. Co jednak mnie w miarę pocieszyło to brak antysemityzmu, rasizmu, szowinizmu, homofobii czy szeroko rozumianej ksenofobii płynący z głównej sceny. Nie mówię, że takich treści nie było na całym marszu, bo były i sam je widziałem. Nie były jednak akcentowane jako treści oficjalne. A z tego co ja widziałem to mogły stanowić ułamek procenta wśród uczestników. Chociaż należy pamiętać, że nie byłem na czele marszu, a radykałowie pewnie tam mogli mieć największe skupienie. Co przy cherrypickingu i umiejętnym kadrowaniu dało mnóstwo dzisiejszych nagłówków. Oddając jednak cesarzowi co cesarskie, było ciekawiej niż na ostatniej pisowskiej miesięcznicy w kościele. [3]

Czym byłoby wydarzenie publiczne bez amebizmu umysłowego

W zalewie artykułów po marszowych  zarówno tych przychylnych jak i krzyczących o brunatnej fali bardzo dziwni mnie pominięcie tego co na marszu nie było, a jednak można było się tego spodziewać – tematu Ukrainy. Nie słyszałem osobiście, ani tez nie widziałem w żadnej relacji haseł typowo antyukraińskich, co w obliczu tego, że ogromna liczba obywateli tego kraju przyjeżdża do nas zarobkowo i mamy z nimi ciągły kontakt budzi kilka pytań. Po pierwsze jaka jest natura pojawiających się na marszu haseł ksenofobicznych skoro pomijają tak naprawdę jedyną dużą grupę cudzoziemców przebywającą obecnie na terenie Polski? Czy Polski rasizm i ksenofobia nie jest czymś co bardziej istnieje w przekazie medialnym niż w rzeczywistości? Dużo było haseł antyuchodźczych i antyislamskich. Jednak nie słyszałem hasła hasła stricte antyarabskiego. Wg mnie świadczy to o tym, że „uchodźca” w wyobrażeniu przeciętnego obywatela nie ma dokładnie określonych cech fizycznych, jest tylko słowem-wytrychem umiejętnie rozgrywanym w przestrzeni medialnej. Być może jesteśmy już w punkcie, w którym dokonuje się samoistna ewolucja semantyki tego słowa i za lat kilkadziesiąt, nikt już nie skojarzy terminu uchodźca z osobą uciekającą przed wojną. Dla porządku dodam tylko, że hasło „Stepan Bandera – kawał kurwy i cwela” pojawiało się już nie rzadko.

Jedna rzecz mnie uderzyła w ogólnej wymowie poglądów prezentowanych na marszu, a mianowicie ich przytłaczająca wręcz lewicowość ekonomiczna. Hasła solidarności społecznej, walki z kapitalizmem i potrzeby renacjonalizacji własności były częste i właściwie gdy by złośliwy chochlik powymieniał protestującym z Antify i co bardziej hardym nacjonalistom hasła odnośnie kwestii ekonomiczno-społecznych to większość nie zauważyłaby żadnej różnicy. Tak już widać musi być, że tym którym w ogóle jest najbliżej do siebie, potrafią się dosłownie rozszarpać o pomniejsze różnice.

Kapitalista – Twój wróg

Najniebezpieczniejszą częścią wydarzenia była końcówka gdy część marszu przechodziła po moście poniatowskiego, a część już była w przejściu pod mostem. Tradycyjnemu powiedzeniu, że debili nie brakuje, stało się zadość i posiadacz zdecydowanie recesywnej puli genetycznej rzucił z mostu petardę, która eksplodowała w niewielkiej odległości od małego dziecka. Na szczęście nic nikomu się nie stało, ale jak widać dla uczestników największym potencjalnym zagrożeniem, mogli niestety być inni uczestnicy. Chociaż to i tak zdecydowana poprawa do stanu z lat 2009-2014 gdy idąc w marszu największym zagrożeniem mogła być pobliska policja lub koktajle mołotowa lecące z dachu skłotu Spółdzielnia.

Spontaniczne starcie z użyciem wcześniej przygotowanych koktajli mołotowa, rok 2013

Po dojściu na błonia impreza zmieniła charakter na bardziej stacjonarny. A ze sceny zaczęły płynąć kolejne wiecowe okrzyki luźno łączące się w przemówienia prelegentów. Czy ciekawe? Nie za bardzo. Garść haseł to jeszcze nie mowa, a tym bardziej nie idea. Padające pod koniec stwierdzenie, że po obecnym rządzie może do władzy dojść tylko Ruch Narodowy zabrzmiało tak groteskowo, że aż ciężko uwierzyć, że było wypowiedziane na serio. Oczywiście był też przedstawiciel Jobbiku zapewniający o wiecznej przyjaźni polsko-węgierskiej, niby fajnie, ale jednak wolałbym takie deklaracje słyszeć od ludzi z rządzącego Fideszu. Czy był to czas stracony? Nie do końca wspólna modlitwa w tej bądź co bądź niezwykłej scenerii i kończące event odśpiewanie Roty jakoś dotknęły moje sentymentalniejsze części świadomości. Plus wszechpolacy zrobili niezłą oprawę.

Końcówka marszu

Retoryka wiecowa ma jedną, bezsprzeczną zaletę. Łatwo wzbudzić w ludziach gniew. Wyrazić sprzeciw. Nawoływać do buntu. Jednak gdy nie ma się przeciw czemu buntować to trudno zrobić w tej formie coś konstruktywnego, a już na pewno nie potrafili tego zrobić wczorajsi mówcy. Jaki obraz we mnie pozostał po ich słowach? Gniewnej przystawki PiSu, który tak naprawdę niezbyt ich potrzebuje, nie lubi i absolutnie nie szanuje. Skończyły się listy od prezydenta, wierchuszka partii pojechała w ten dzień do Krakowa. Słowem nawet te kilka ciepłych słów pod adresem rządu, które padły, padły w próżnię. nie miał kto ich wysłuchać. Kiedyś mogło się wydawać, że Ruch Narodowy może zagrać w coś na polskiej scenie politycznej. Teraz ciężko znaleźć kogoś kto myśli tak na poważnie.

Zmieniając lekko temat. Czy po marszu schodzony patriota może pójść na kebaba? Otóż tak, jak najbardziej. Czy ja byłem? Nie, ale restauracja austriacka w sympatycznym towarzystwie Wiedeńskiej Inicjatywy Narodowej i poznańskiej Endecji też robi robotę.

No dobra marsz marszem, ale nie od dziś wiadomo, że nie chodzi o to co się stało tylko kto i jak o tym potem mówi. A mówiło się sporo i dość różnie. Tak naprawdę nie było zbyt wielkiej potrzeby czytania artykułów czy oglądania relacji w największych polskich mediach. Tak naprawdę mam podejrzenia, że w Sieci czy Gazeta Wyborcza miały relacje gotowe jeszcze zanim pierwszy uczestnik z biało-czerwoną opaską wyszedł na ulicę.

TVN postanowił przebić wywiad ze zmarłym z Gazety Wyborczej, udało im się

Tak więc z jednej strony hiperbolizacja i wizja zagłady państwa i porządku społecznego, a z drugiej bagatelowanie rzeczy bardzo przykrych. Chociaż uczciwie trzeba przyznać, że prawicowa blogosfera w jednej rzeczy mogła się zgodzić. Mianowicie ciśnięcie rasistowskich pogrobowców mecenasa Giertycha stało się w dniu dzisiejszym najmodniejszym trendem.

Jak widać, niektórzy nam zazdrościli takiego spektaklu

A niektórzy wręcz odwrotnie,  jedno zdjęcie a tyle znaczeń

Chociaż tu muszę przyznać, że w sprawie najbardziej oburzających transparentów rząd zajął zdecydowanie negatywne stanowisko.[4] Co samo w sobie cieszy, ale dopóki MSWiA nie pofatyguje się po odpowiednie ukaranie ludzi niosących transparenty o białej supremacji, co samo w sobie jest przestępstwem w Polsce, no to jednak trochę słabo. Silne państwo to takie, które reaguje na każde naruszenie prawa w przestrzeni publicznej. Blokada marszu była nielegalna i została sprawnie usunięta przy braku poszkodowanych – bardzo fajnie. Ale fakt, że ta sama policja dopuściła do pochodu transparenty o wyższości białej rasy już jest powodem do krytyki.

Zresztą powoli już kończąc, z jednej strony organizatorzy potępili takie treści, ale z drugiej rzecznik prasowy MW określił się jako „separatysta rasowy”- noż kurwa. Brak mi słów na to jak tacy ludzie zohydzają narodowe idee w przestrzeni publicznej. [5]

Najwidoczniej Panu Bawerowi jeszcze nikt nie powiedział, że niej jest Polakiem 

W ogóle szafowanie takimi kryteriami w ocenie polskości jak pochodzenie etniczne czy wiara jest zabawą bardzo niebezpieczną i raczej zalecaną dla ludzi bardziej wykształconych niż rzeczony pan rzecznik prasowy. W końcu co powiedzieć o Białorusinie Kościuszce, Litwinie Mickiewiczu, ateiście Dmowskim czy muzułmaninie Bemie? Chyba tylko tyle:

„Do polskiego narodu należą spolszczeni Niemcy, Tatarzy, Ormianie, Cyganie, Żydzi, jeżeli żyją do wspólnego ideału Polski. Murzyn lub czerwonoskóry może zostać prawdziwym Polakiem, jeśli przyjmie dziedzictwo duchowe polskiego narodu zawarte w jego literaturze, sztuce, polityce, obyczajach, jeśli ma niezłomną wolę przyczyniania się do rozwoju bytu narodowego Polaków”

Reasumując czy warto było w tym roku pojechać? Tak, zawsze warto kolekcjonować nowe doświadczenia. I naprawdę 90 procent biorących ludzi w tym wydarzeniu to wspaniałe osoby mające po prostu taką potrzebę serca. I nie dotyczy to tylko Polaków, na marszu poznałem np. wiedeńskiego ślusarza, stałego gościa takich imprez w Polsce, który był też np. na marszu ONR w rocznicę wybuchu PW. Dużą rolę w popularności MN odgrywa też tak naprawdę brak realnej, godnościowej alternatywy. Pamiętając o wszelkich uzasadnionych powodach do krytyki Marszu Niepodległości jednak wydarzenie tego typu jest potrzebne. Chociaż wolałbym innych organizatorów i część haseł wyrzucił na śmietnik gdzie ich miejsce, to jednak widok młodych dziewcząt i chłopaków, dzieci, osób starszych, kombatantów, niepełnosprawnych, wykluczonych, zagubionych zebranych w tym jednym dniu coś ociepla w sercu. Ludzie łakną wspólnoty, chcą czuć się potrzebni, chcą dbać o innych i dzielić się swoimi emocjami. Nacjonalizm daje im poczucie wspólnoty, celu, godności. Nawet nie na jeden dzień, ale na te kilka godzin. Niektórzy cały rok na to czekają, tak bardzo brak im zaspokojenia tych podstawowych ludzkich potrzeb na co dzień. Sukces zawodowy, kariera, samorozwój to cele, które bardzo chętnie importowaliśmy z Zachodu. Postawienie jednostki na piedestale możliwe było tylko w opozycji do wspólnoty, społecznej, miejskiej, narodowej. Niektórym to odpowiada, jednak dużej części Polek i Polaków nie odnajduje się w tych importowanych wzorcach. Wolna Polska nie okazał się sukcesem dla wszystkich, zaspokoiła jedna potrzeby kompletnie  ignorując inne. Zrobienie ze wszystkich Polaków „Europejczyków” po prostu się nie udało. Założenie, że wystarczy nas otworzyć na świat, dać paszport do ręki i telewizyjne pasmo z trzema reality show pod rząd wychowa nas w jakimś konkretnym kierunku okazało się naiwne i fałszywe. Nazywanie teraz ludzi takich jak ja faszystami jest intelektualnie leniwe i po prostu podłe. To nie faszyzm wyciąga na ulicę, a okejka i lansiarska koszulka nie zastąpi polityki tożsamości narodowej.

„Kusząca” kontrpropozycja dla MN

Jednak czy pojadę za rok? Nie wykluczam.  Ale, Poznań kusi rogalami oraz gęsiną podaną z modrą kapustą i pyzami, plus na poznańskim pochodzie są wielbłądy. Co chyba brzmi bardziej kusząco.

Walerian Mazur

[1] http://www.bbc.com/news/world-europe-41961801

[2] http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,22634845,za-b-ku-e-spalone-wlosy-aktywiski-szarpaniny-oto-demonstracja.html

[3] https://wiadomosci.wp.pl/msza-z-okazji-miesiecznicy-a-macierewicz-spi-blaszczak-w-telefonie-internauci-nie-maja-litosci-6186528092264065a?src01=6a4c8&src02=facebook_wp

[4] http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/562323,glinski-nie-ma-zgody-na-myslenie-o-wspolnocie-narodowej-w-sensie-etnicznym.html

[5] https://dorzeczy.pl/kraj/46991/Rzecznik-Mlodziezy-Wszechpolskiej-Nie-jestesmy-rasistami-ale-separatystami-rasowymi.html

Comments

Comments