Mediokracja

Władza ustawodawcza, władza wykonawcza i władza sądownicza. Ten klasyczny trójpodział mamy wpisany w konstytucji, tak samo jak wszystkie inne demokratyczne kraje świata. Jednak obserwując współczesne życie polityczne można mieć wątpliwości czy nie należałoby pomyśleć o uwzględnieniu czwórpodziału władzy w ustawie zasadniczej.

mediokracja

Od dawna mówi się o mediach jako o „czwartej władzy”, jednak było to stwierdzenie nie do końca poważne. Docenialiśmy wpływ tego co widzimy, czytamy i słyszymy w środkach masowego przekazu na odbiór rzeczywistości, ale nie uważaliśmy tego za czynnik decydujący. Jednak moim zdaniem w trudnym do zdefiniowania momencie przekroczyliśmy granicę między wpływem mediów na rzeczywistość, a kreacją tej rzeczywistości. W moim odczuciu dla naszego kraju proces ten najlepiej obrazuje przykład Radia Maryja i ogólnie mediów w koncernie medialnym o. Tadeusza Rydzyka. Nagle okazało się, że głos kilku milionów obywateli naszego kraju zależy jedynie od narracji środków przekazu skupionych wokół jednej osoby. PiS okazał się faworytem tego medialnego stronnictco miało swoje daleko idące przełożenie w ich wynikach wyborczych oraz  w  percepcji całego ugrupowania. Tak samo symetrycznie z drugiej strony mamy Adama Michnika czy ogólniej koncern medialny Agora. Kiedyś pompowana Platforma Obywatelska, teraz .Nowoczesna to druga strona tej samej monety. Tradycyjny podział na lewicę i prawicę traci tu rację bytu. Bo oto mamy kapitał i grupy interesów, którym media są podporządkowane.

Nie zawsze Radio Maryja popierało PiS, kiedyś Jarosław Kaczyński był tam na cenzurowanym i jego partia była linczowana na tej antenie, ulubieńcem był znany i lubiany(?) Roman Giertych i LPR. Sympatia ojca dyrektora jednak się odwróciła, LPR znalazł się poza parlamentem. Tak samo PO straciło sympatie swoich wizerunkowych sponsorów na rzecz Ryszarda Petru. Człowieka, który nie istniał w dyskursie publicznym, a dziś jest liderem opozycji. Od połowy 2015 roku stworzono nową inicjatywę polityczną i dzięki pomocy wiodących graczy na rynku medialnym z politycznego niebytu .Nowoczesna stała się opozycją parlamentarną ze znaczącą liczbą posłów. Tak więc czy nie od tego co partie robią, ważniejsze stało się kto o tym mówi? Wydaje się, że to jest pytanie retoryczne. Pomimo tego, że politycy nami „rządzą” to jednak media decydują w dużej mierze kto zostanie wybrany. Niektórych kandydatów można przemilczeć, niektórych promować. Czy gdyby Grzegorz Braun uzyskał poparcie głównych mediów ultrakonserwatywnych to jego komitet wyborczy nie uzyskał by wyniku dwucyfrowego? Sądzę, że mogłoby tak być. Skoro jeden udany występ medialny Adriana Zandeberga wystarczył by partia Razem została zauważona w głównym obiegu i potem na tej fali oraz zaproszeniach do programów publicystycznych, egzotyczna dla statystycznego obywatela inicjatywa neokomunistyczna zyskała kilkumilionową subwencję.

Paweł Kukiz jest idealnym przykładem tego jak można zyskać i tracić przychylność mediów z dnia na dzień. Jeszcze w maju/kwietniu tego roku Kuba Wojewódzki po programie z Pawłem krzyczał „Głosujcie na niego!”  I tak było dopóki Kukiz był widziany jako sposób na to, aby odebrać Andrzejowi Dudzie poparcie, tyle poparcie, żeby Bronisław Komorowski wygrał w pierwszej turze. Ten plan nie udał się i prawie z dnia na dzień, po przegranej jedynego słusznego kandydata, zwolennicy Kukiza stali się warchołami i oszołomami. Tak po prostu. I to z dwóch stron, proPiSowskie media także uznały go za zagrożenie, i to nawet większe, bo odbierające im elektorat co zaowocowała słynnymi „Pisowskimi kurwami” wypowiedzianymi przez zęby w czasie przerwanego wywiadu w TV Republika. I oto teraz nie widzimy przedstawicieli tej partii w mediach tak często jakby to wynikało z liczby uzyskanych mandatów parlamentarnych.

Jednak media na całe szczęście nie są wszechwładne. Widać to doskonale po osobach zaangażowanych w inicjatywę Komitetu Obrony Demokracji. Tomasz Lis – kiedyś bożyszcz dziennikarstwa i prawdziwe złote dziecko polskich mediów, stał się rozkrzyczanym watażką na ulicznej demonstracji z ciężko wypracowanym tytułem Hieny Roku 2015. Opowiadając się tak jednoznacznie po stronie poprzedniej władzy pan Lis sam siebie skreślił z TVP, sam zaszkodził Newsweekowi i teraz w desperacji próbuje brnąć w narrację totalitarnego zamachu stanu, co jednak moim zdaniem wychodzi średnio przekonywująco. Ale nie zawsze tak było, w maju tego roku przed drugą turą wyborów prezydenckich w swoim programie wraz z aktorem Tomaszem Karolakiem komentują tweeta z fałszywego konta Kingi Dudy o rzekomym zamiarze oddania przez Polskę Oscara za firm Ida po wygraniu Andrzeja Dudy. Informacja naprawdę absurdalna, ale cynicznie obliczona na zmobilizowanie elektoratu antypisowskiego na parę dni przed wyborami. Akcja się nie powiodła i wizerunek Lisa bardzo ucierpiał, ale gdyby jednak wyborcy dali się zmanipulować w sposób wystarczający do przechylenia szali zwycięstwa na rzecz Komorowskiego to co wtedy? PO miałaby prezydenta i na fali tego zwycięstwa mogłaby nie przegrać wyborów parlamentarnych albo przynajmniej zmniejszyć rozmiar klęski. A to wszystko dzięki manipulacji jednego dziennikarza w odpowiednim momencie kreującego nieistniejącą aferę.

Kornel Morawiecki w swoim wystąpieniu jako marszałek senior, otwierającym nowy sejm podniósł kwestię nowelizacji konstytucji tak by uwzględnić w niej także wpływ mediów na struktury władzy w Polsce. Wydaje mi się, że jest to krok konieczny, bo w sytuacji obecnej właściciele wiodących mediów w Polsce mają funkcję kreatorów rzeczywistości. A fakt, że często media należą do kapitału zagranicznego dodatkowo sytuację utrudnia. Jest to problem przed, którym stanęła nasza demokracja. Osoby i grupy wpływów niepodlegające bezpośredniej ocenie publicznej mają zbyt duży wpływ na życie wszystkich nas. I to jest dla mnie największym zagrożeniem dla społeczeństwa obywatelskiego. Szczerze mówiąc, ciężko mi też zobaczyć sensowne rozwiązanie tej sytuacji…

Walerian Mazur

Comments

Comments