Mowa nienawiści w kontekście przynależności etnicznej

Słownik pojęć na stronie internetowej mowanienawisci.info podaje trzy definicje mowy nienawiści. Według autorów badań i publikacji mowę nienawiści (ang. hate speech) dostępne materiały określają jako: jeden z przejawów bardziej złożonych zjawisk, takich jak nietolerancja, dyskryminacja, rasizm czy ksenofobia; jest jednym z tzw. przestępstw nienawiści (ang. hate crimes) lub wstępem do nich, ich zapowiedzią. Własną definicję mowy nienawiści ma też Unia Europejska. Według niej są to czyny popełniane na tle rasistowskim lub ksenofobicznym, podlegające sankcjom karnym jako przestępstwa kryminalne, takie jak: publiczne nawoływanie do przemocy lub nienawiści skierowanej przeciwko grupie osób, którą definiuje się według rasy, koloru skóry, pochodzenia, wyznawanej religii lub światopoglądu albo przynależności narodowej lub etnicznej, lub przeciwko członkowi takiej grupy. Jest nim też rozpowszechnianie materiałów, których treść ma takie samo zadanie, a także publiczne negowanie, aprobowanie lub pomniejszanie zbrodni ludobójstwa. Trzecia definicja pochodzi od Rady Europy i brzmi: Mowa nienawiści obejmuje wszelkie formy wypowiedzi, które szerzą, propagują czy usprawiedliwiają nienawiść rasową, ksenofobię, antysemityzm oraz inne formy nienawiści bazujące na nietolerancji m. in.: nietolerancję wyrażającą się w agresywnym nacjonalizmie i etnocentryzmie, dyskryminację i wrogość wobec mniejszości, imigrantów i ludzi o imigranckim pochodzeniu.

Kolejnym pojęciem, które należy zdefiniować, jest przynależność etniczna, a właściwie grupa etniczna. Według Wikipedii jest to grupa ludzi, identyfikujących się ze sobą w oparciu o wspólne doświadczenia społeczne, kulturowe, narodowe oraz historyczne. Przynależność do grupy etnicznej najczęściej wiąże się ze wspólnym dziedzictwem kulturowym, językiem, strukturą społeczną, wierzeniami, rytuałami, kuchnią, ubiorem czy wyglądem zewnętrznym.

O ile pojęcie grupy etnicznej jest dosyć oczywiste, o tyle nad różnymi aspektami pojęcia mowy nienawiści warto się pochylić. Bezsprzeczne jest to, że jest ona zjawiskiem moralnie nagannym. Jednakże podobnie jak każda inna przestrzeń, nad którą pragnie zapanować państwo, także pojęcie mowy nienawiści zostało zniekształcone poprzez ingerencję prawną. Na przykład w definicji podanej przez Radę Europy antysemityzm został wyróżniony na tle całości rasizmu. Sprawia to wrażenie jakoby ktoś pragnął zrekompensować ludności pochodzenia żydowskiego prześladowania z czasów II wojny światowej i holokaust. Jednakże dlaczego ta rekompensata powinna być płacona przez wszystkich członków Rady Europy, a nie tylko przez sprawców holokaustu? Pomijając ten aspekt, w świetle tej definicji łatwo można dojść do wniosku, że przestępstwa nienawiści skierowane przeciwko ludności semickiej są czymś gorszym niż przestępstwa nienawiści skierowane przeciwko innej grupie etnicznej. A o tym można już powiedzieć, że jest to dyskryminacja ze względu na pochodzenie etniczne, gdyż to samo przestępstwo popełnione przeciwko Żydowi i osobie o innej przynależności etnicznej może być oceniane na różne sposoby. W definicji zaproponowanej przez Unię Europejską nie ma żadnych niedomówień, poza częścią mówiącą o negowaniu, aprobowaniu i umniejszaniu zbrodni ludobójstwa. Moim zdaniem zniechęca to do debaty historycznej, która przynajmniej teoretycznie mogłaby być poparta dowodami. Przykładowo, stwierdzenie, że w holokauście zginęło więcej ludzi, niż powszechnie się przyjmuje nie jest niczym złym, natomiast umniejszenie tej liczby, nawet w niewielkim stopniu, mogłoby zostać uznane za przestępstwo nienawiści.

Kolejną wątpliwą kwestią w świetle najpopularniejszych definicji mowy nienawiści jest szczególny nacisk na możliwość ich popełnienia w stosunku do mniejszości narodowych. Nacisk ten intuicyjnie tłumaczy się tym, że to mniejszość etniczna czuje się w państwie przyjmującym słabszą stroną, w związku z czym należy jej się ochrona przed lokalną niechęcią w stosunku do obcych. Jednakże po chwili zastanowienia można dojść do prostego wniosku, że przeczy to zasadzie równości wobec prawa. Dzieje się tak, ponieważ ten sam czyn popełniony przez osobę obcą etnicznie w stosunku do osoby etnicznie związanej z zamieszkanym przez nią terenem nie jest oceniany jako przestępstwo, natomiast w odwrotnej sytuacji jest przestępstwem nienawiści. Dzisiaj tylko teoretycznie można rozważać, co stałoby się w sytuacji, gdy ludność etniczna stanie się mniejszością we własnym państwie – czy przepisy dotyczące przestępstw nienawiści zostałyby odwrotnie spolaryzowane? Aby nie być gołosłownym pragnę przywołać historyczny przykład Zachodniego Cesarstwa Rzymskiego, którego ludność etniczna została zdominowana przez uciekające przed Hunami plemiona gockie. Po jego upadku Rzymianie stali się częścią społeczeństw m. in. wizygockich, a zmieszanie się tych dwóch społeczeństw przyczyniło się do powstania Hiszpanii w dzisiejszym kształcie. Stało się to mimo tego, że ludność napływowa cechowała się niższym poziomem kultury, a także dlatego, że w Rzymie panował niż demograficzny. Historia uczy więc, że taka sytuacja jest możliwa. Niektórzy szacują, że państwa takie jak Belgia czy Niemcy w ciągu kilku najbliższych dekad będą ojczyzną dla większej ilości osób obcych etnicznie, niż dla Belgów i Niemców. Kolejnym problemem w kontekście szczególnej ochrony mniejszości jest to, że od wielu lat w państwach takich jak Szwecja czy Francja nie żyją one w sąsiedztwie zdominowanym przez ludność etniczną, lecz w całych dzielnicach. W niektórych miastach Europy zachodniej stanowią taką samą część mieszkańców co ludność etniczna. W skali takiego miasta trudno więc nazwać ich mniejszością – a mimo to cieszą się oni dodatkową ochroną prawną, stawiając rdzennych mieszkańców w gorszej sytuacji prawnej.

Konkretne przykłady pochodzące z różnych części Europy, udowadniają, że pojęcie mowy nienawiści jest nadużywane. Pierwszym takim przykładem jest sytuacja z 2015 roku, która miała miejsce w Szwecji. W drugiej połowie lipca szwedzka partia konserwatywna zajęła się organizacją parady równości środowisk LGBT, celowo wybierając trasę przemarszu przez dzielnice Sztokholmu, gdzie większość stanowią mniejszości muzułmańskie (czyli w przeważającej większości etnicznie obce). Partia lewicowa zarzuciła prawicy „rasizm i ksenofobię”, twierdząc przy tym, że „ksenofobiczne, nacjonalistyczne środowiska radykalnie prawicowe” organizują tym atak na mniejszość muzułmańską. Do krytyki dołączyła także RSFL – jedna z najstarszych organizacji pro-gejowskich na świecie, zarzucając marszowi równości przejawy „rasizmu i uprzywilejowania białych”. W efekcie partia lewicowa zajęła się organizacją kontrdemonstracji w stosunku do organizowanego przez partię prawicową marszu. Sytuacja wydaje się dosyć absurdalna, lecz w rzeczywistości dzisiejszej Szwecji takie zdarzenia nie są niczym niezwykłym. Warto przeanalizować, czy krytyka lewej strony szwedzkiego parlamentu jest zasadna. W szwedzkiej rzeczywistości wszystko związane z nadawaniem praw mniejszościom seksualnym jest urzeczywistnione. Znany jest obraz Szwecji jako oazy tolerancji na wszelkie odmienności. Jednakże ich krytyka jest wciąż żywa, w mniejszym lub większym stopniu. Powszechnie wiadomo, że muzułmanie nie są tolerancyjni w stosunku do mniejszości seksualnych. Etniczni obywatele Szwecji przeciwni uprzywilejowaniu mniejszości seksualnych są mniejszością w stosunku do zwolenników tych rozwiązań. Jednakże opozycyjnym zdaniem rdzennych Szwedów nikt nigdy się nie interesował i w przypadku okazywania niechęci w stosunku do ruchu LGBT było im narzucane przestępstwo mowy nienawiści. Tak więc niechęć mieszkańców etnicznych w stosunku do tej kwestii może być karana, natomiast niechęć ludności napływowej jest uważana za coś normalnego – mamy tutaj wyraźny przykład złamania zasady równości w prawie. Nie dotyczy to nawet nienawiści na tle rasowym, mimo że daje uprzywilejowaną pozycję mniejszościom muzułmańskim – gdyż nie mają one możliwości popełnienia danego przestępstwa. Problem polega na tym, że mamy tu zderzenie dwóch pojęciowo różnych mniejszości, których racji nie da się pogodzić – mniejszość muzułmańska i mniejszości seksualne. Duża obecność muzułmanów w szwedzkim społeczeństwie i ich brak chęci do asymilacji sprawia, że decyzje podejmowane w rządzie zawsze biorą pod uwagę to, żeby ich nie drażnić, prawdopodobnie w obawie przed zamieszkami. Przestępstwo mowy nienawiści nie jest przygotowane na konfrontację, w której po obu stronach znajdują się jakieś mniejszości. Czy nazwanie marszu wyrazem uprzywilejowania białych ma jakikolwiek sens? W świetle szwedzkiego prawa każdy człowiek, a więc także gej ma takie same prawa, niezależnie od tego czy jest chrześcijaninem, muzułmaninem, czy też ateistą albo od tego, czy jest biały lub czarny. Świeckie państwo nie powinno w ogóle brać tego pod uwagę, gdyż w przeciwnym wypadku wolność w szwedzkim wydaniu byłaby tylko iluzją.

Kolejny przykład również pochodzi ze Szwecji i dotyczy blisko związanej z zagadnieniem mowy nienawiści poprawności politycznej. Kilka lat temu szwedzka policja wysłała list gończy. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie to, że w liście nie wspomniano o tym, że poszukiwany przestępca jest czarnoskóry. Nie była to jednak pomyłka, lecz celowy zabieg – szwedzka policja nie chciała „urazić” przestępcy, poprzez wskazanie jego odmienności rasowej. Zabieg ten był wysoce niepraktyczny, a nawet szkodzący samej idei listu gończego. W kraju, gdzie rdzenni mieszkańcy są biali, bycie osobą czarnoskórą jest cechą mogącą zawęzić grono potencjalnych sprawców do kilku procent. Ścierają się tu dwie wartości, jakimi są właśnie poprawność polityczna (bez dotrzymania której łatwo można zostać oskarżonym o mowę nienawiści) oraz bezpieczeństwo publiczne. Moim zdaniem ta druga wartość ma znacznie większe znaczenie niż możliwość „urażenia” przestępcy. Po raz kolejny okazuje to niekompletność pojęcia mowy nienawiści, jego brak gotowości do stawienia czoła problemom prawnym i społecznym.

W sierpniu 2014 r. polscy pływacy wyjechali na Mistrzostwa Europy w Berlinie. Niemiecki komentator podczas zapowiadania naszej drużyny użył następujących słów: „(Polacy) przyjeżdżają rowerami, pływają i wracają do domu naszymi samochodami”. Jest to ewidentny przykład mowy nienawiści, gdyż pewnej grupie osób została przypisana negatywna cecha, nieznajdująca wielu potwierdzeń w faktach, ze względu na ich przynależność etniczną. Jej źródło tkwi natomiast w stereotypach. Jednakże niemiecki komentator nie został w żaden sposób ukarany, skończyło się tylko na przeprosinach. Gdzie znajduje się zatem granica między żartem i mową nienawiści?

Na poznańskich juwenaliach w roku 2013 zespół „Bracia Figo Fagot” nie mógł zagrać jednej ze swoich piosenek pt.: „Bożenka”. Powodem było pojawianie się słowa „Cygan” w tekście. Pierwsza zwrotka brzmi następująco: „O Boże Boże Boże Bożenko/ Jak mogłaś to robić z Cyganem?/ O Boże Boże Boże Bożenko/ W czym jestem od niego gorszy?”, natomiast jedna z kolejnych: „Nikt tak nie kradnie jak Cygan/ z cygańskiego taboru./ Wykorzysta, okradnie/ Szukaj wiatru w polu.” Trudno powiedzieć, czy ktoś na publiczności poczułby się urażony tą piosenką. Warto dodać, że jest ona bez problemu dostępna na płytach zespołu i na serwisie YouTube. Pojawienie się mowy nienawiści można jednak tu dostrzec, jednakże w stosunku do sytuacji na ME w Niemczech wydaje się to być przynajmniej niepoważne. Prawdopodobnie żaden uczestnik koncertu nie poczułby się urażony, gdyby Bracia Figo Fagot jednak zagrali tę piosenkę.

Aby móc powiedzieć kiedy mamy do czynienia z mową nienawiści, a kiedy jest to tylko jakieś zdanie wyrażające czyjąś opinię wymyśliłem test. Moim zdaniem stereotypy nie biorą się znikąd. Nawet jeżeli kradzieże samochodów przez Polaków za Odrą nie są częstą praktyką, dla Niemców stereotyp Polaka-złodzieja wciąż będzie żywy. Tak samo jak stereotyp Cygana-złodzieja w Polsce. Nie da się z tym walczyć za pomocą przepisów prawnych, a jedynie przez zmianę w ludzkich zachowaniach na przestrzeni wielu dekad. Na tej samej zasadzie pojawiają się przecież także „pozytywne” stereotypy, jak np. pracowity Polak, Francuz-romantyk, Amerykanin-przedsiębiorca. Test opiera się na następujących zasadach: Gdy wypowiadamy zdanie, które mogłoby być uważane za mowę nienawiści, spróbujmy podmienić „obiekt nienawiści” na inny, który powinien być w takim zdaniu neutralny. I tak podmieniając w piosence BFF słowo „Cygan” na „Francuz” otrzymamy podmiot liryczny, który cierpi przez zdradę, którą jego ukochana popełniła z Francuzem – budzi to skojarzenia z osobą, która jest bardziej romantyczna od przeciętnego Polaka, więc podmiot może czuć się kimś gorszym, mniej atrakcyjnym partnerem. Natomiast zdrada popełniona z Cyganem intuicyjnie budzi pewne zdziwienie. Niemniej, obiektywnie rzecz biorąc w obu przypadkach opisywany jest przypadek zdrady z obcokrajowcem. W przypadku pochodzącym z ME w pływaniu wypowiedzenie tej niechwalebnej opinii przez komentatora w przypadku innej drużyny narodowej nie miałoby sensu – ponieważ nie istnieje stereotyp np. Anglika-złodzieja. Moim zdaniem granica nie jest wcale cienka – jedynym warunkiem jest odpowiednie wyczucie. Na tak poważnej imprezie, jak Mistrzostwa Europy w pewnej dyscyplinie sportowej, nikt z prowadzących nie powinien mówić o żadnych stereotypach w stosunku do swoich gości. Natomiast koncert zespołu Bracia Figo Fagot trudno uznać za prestiżową imprezę. Ponadto ograniczanie repertuaru do piosenek wolnych od wszelkich przejawów mowy nienawiści może uderzyć w inną wartość – wolność twórczości artystycznej.

Pojęcie mowy nienawiści w realiach świata zachodniego nie zostało jeszcze odpowiednio sprecyzowane i nie jest przygotowane na wyzwania, jakie niesie ze sobą życie. Umieszczanie w jednym zbiorze zagadnień tak szerokich, jak krytyka mniejszości etnicznych i ludzi ze względu na pochodzenie etniczne w ogóle, mniejszości seksualne itd. nie może podołać wszystkim problemom, jakie niesie ze sobą mowa nienawiści z definicji. Według mnie cały czas otwartym problemem pozostaje to, czy niestosowanie mowy nienawiści w stosunku do większości etnicznej ma jakiekolwiek uzasadnienie i sens. Czasami trudno jest powiedzieć, czy ktoś umyślnie chciał zranić pewną osobę lub grupę osób ze względu na jej odmienność, czy też miał zamiar po prostu rzetelnie ją opisać, jak w przypadku szwedzkiego listu gończego. Twórcy tego zagadnienia rzucili się na głęboką wodę i, moim zdaniem, popełnili błąd, który polega na tym, że chcą wpłynąć na ludzkie zachowania przepisami prawnymi. Już w starożytnym Rzymie jurysprudencja twierdziła, że nie tworzy prawa, lecz tylko je zapisuje, gdyż zostało ono już stworzone przez społeczeństwo, w którym żyją. Jedyną drogą do zmiany ludzkich zachowań w tym zakresie jest edukacja społeczeństwa, a nie jego karanie za niepodporządkowanie się woli władz.

Sylwester Silski

Comments

Comments