Naród i nacjonalizm w świecie współczesnym

Chociaż nie było jeszcze próby zdefiniowania tego pojęcia, która zostałaby uznana przez wszystkich, każdy zdaje się wiedzieć czym jest naród. Niezależnie od tego, czy przyjmie się, że jest to zbiorowość, duża grupa, czy wspólnota, w rozumieniu potocznym istnieje pewne wyobrażenie na jego temat. Na szczęście, w tej sytuacji nie ma konieczności ścisłego definiowania tego, co znane. Narody są bardzo różnorodnymi bytami, które trudno zamknąć w jednoznacznych ramach, wyznaczając ściśle określone granice. Niechże więc pozostaną takimi, jakimi są teraz – niezupełnie odkrytymi. Zamiast wyjaśniać ich znaczenie leksykalne, lepiej skupić się na merytoryce. Nie jest przecież kluczowe, by rozumieć naród w sposób jednakowy. Ilu wierzących w Boga, tyle jest jego wyobrażeń i rozumień, za wyjątkiem może fundamentalistów, którzy trzymają się kurczowo tego, co im przykazano. Definicja zamyka, zabijając piękno idei, a przecież rozumienie tej kwestii jest i będzie sporne. Zamiast więc tworzyć leksykalnych ortodoksów, lepiej ową kwestię sporną uznać za swoistą ideę, ukształtowaną i urzeczywistnioną woluntarystycznymi dążeniami. Trudno jednak nazwać naród abstrakcją, skoro miliony ludzi identyfikuje się, i będzie identyfikowało, w jego ramach. Niewątpliwie istnieje, a jego fundamenty stanowią wspólna kultura i wola członków.

Eksplikacja nacjonalizmu

O ile w przypadku narodu całkowicie wystarczy uznanie go za formę życia zbiorowego, której definiować dokładnie nie trzeba, o tyle należy być drobiazgowym, gdy mowa o wszelkich „-izmach”. Słowa użyte w (nie)odpowiedni sposób stają się orężem, którym się wygrywa, bądź przegrywa batalie. Stąd też konieczna jest ścisłość w posługiwaniu się nimi. Jednym z kluczowych pojęć, dla poruszanej w tej pracy tematyki, jest nacjonalizm. W życiu publicznym, ale też i nauce, dominuje określanie go w sposób podobny do tego, w jaki rozumie go Ernest Gellner, jeden z uznawanych za przodujących badaczy tejże dziedziny. Ma to być „zasada polityczna, która głosi, że jednostki polityczne powinny pokrywać się z jednostkami narodowościowymi”, czyli innymi słowy, uważał go za teorię nakazującą by „granice etniczne nie przecinały się z granicami politycznymi”. Ponadto, to właśnie nacjonalizm ma być głównym czynnikiem narodotwórczym. Jeżeli chciałoby się nawet w jakimś miejscu zgodzić z Gellnerem, to zdaje się, że jego rozumienie nacjonalizmu jest całkowicie odmienne od tego, jakie zaproponowane zostało przez polskich myślicieli, czyli te dominujące także obecnie w rodzimych środowiskach narodowych. Uważa on, że naruszenie prezentowanej przez nacjonalizm zasady politycznej (a właściwie nim, jego zdaniem, będącej, jak zostało wcześniej przytoczone) wywołuje „sentyment nacjonalistyczny”, czyli gniew. Nie precyzuje, jak wielu musi być obcokrajowców w granicach państwa, by wywołać skrajne reakcje, uważa je jednak za oczywiste. Takiemu rozumieniu nacjonalizmu znacznie bliżej jest do szowinizmu czy ksenofobii, niż do myśli zakładającej dobro całej zbiorowości, osiągane między innymi poprzez pozytywistyczną pracę na rzecz dobra narodu, która była fundamentem tej idei w Polsce. Krwawa historia XX wieku jest pretekstem do dyskredytowania pojęcia narodu. Część społeczeństwa uważa go za zagrożenie i atakuje nawet na poziomie leksykalnym. Tożsamość narodowa zredukowana ma zostać do pochodzenia i stać się tym tylko, czym jest fakt posiadania imienia czy określonego typu karnacji, pewną wrodzoną cechą pozostającą bez większego znaczenia. Tymczasem, warto orientować się w tym, co do powiedzenia mają sami narodowcy. Zygmunt Balicki bez wątpienia był nie tylko jednym z najważniejszych nauczycieli polskiego nacjonalizmu, ale też jego twórcą. Uważał, że „patriotyzm jest uczuciem zbiorowym i niczym tylko uczuciem”, na co składać się miało przywiązanie do tradycji, solidarność w obrębie narodu i poczucie odrębności od innych, czy „dążenie do zachowania własnego typu narodowego”. Mówi dalej, że „jeżeli patriotyzm jest uczuciem narodowym, to nacjonalizm jest narodową myślą, która bez podłoża uczuciowego ani powstać, ani rozwinąć się nie może”, więc skoro „zjawia się w łonie narodu myśl przewodnia, dążąca planowano do przeprowadzenia pewnych celów w zakresie obrony, wzmocnienia i ekspansji narodu, powstają już w jego łonie zaczątki nacjonalizmu”. Ciężko dyskutować z takim tłumaczeniem, a i obarczać go szerszą konstatacją potrzeby nie ma. Rzeczywiście jest to zgodne z postawą prezentowaną przez środowiska narodowe także w XXI wieku, a wszelkie próby obrzydzenia polegające na zrównaniu tej idei z szowinizmem są nie tylko nietrafione, ale i krótkowzroczne.
Nacjonalizm nie polega na ksenofobicznym zamknięciu się na obcych. Oprócz wskazania, że stanowi myśl narodową, zaznaczyć należy iż jest to myśl jak najbardziej racjonalna. Pełni funkcję integrującą, wykształcając cele służące całej zbiorowości. Odwołać się w tym miejscu nie sposób znów do Balickiego, który wyróżnia
samowiedny egoizm narodowy, będący „wyrazem altruizmu jednostek i grup wobec całości”. Wszelkie pejoratywne konotacje dotyczące egoizmu są tutaj nie na miejscu. Polegać te zjawisko ma bowiem na trosce o dobro narodu, gdzie obcy jest dyktat cudzych interesów. Dzieje się tak nie tylko dlatego, że przedkładać należy interesy swoje i bliskich nad interesy ogółu. Historia czy ekonomia uczą, że altruizm wszechogarniający, czyli taki gdzie czyni się dobro dla wszystkich, nie ma racji bytu, gdyż posiadane zasoby nie dość, że nie wystarczą na wsparcie każdego potrzebującego bytu, to jeszcze osłabią darczyńcę, czyniąc go w przyszłości łatwą ofiarą. Nie należy ponadto zapominać o potomnych, przecież „obowiązki względem ojczyzny – to nie tylko obowiązki względem Polaków dzisiejszych, ale także względem pokoleń minionych i tych co po nas przyjdą”. Powoływanie się na postać Romana Dmowskiego jest akuratne, ciężko znaleźć dziś drugi tak wyraźny symbol polskiego nacjonalizmu. Dominujące narracje kazałyby jednak wiązać go z myśleniem zaściankowym, a narodowców kojarzyć jako awanturników walczących wyłącznie o kwestie światopoglądowe. Wiąże się to ściśle z medialnością tych kwestii, ponieważ eksponowanie ich budzi najwięcej kontrowersji. Tymczasem, nacjonaliści świadomi są także wad narodowych, równocześnie ganiąc kompleksy. Nakazują pracować na rzecz narodu, ale nie zaniedbywać wychowania potomstwa wedle zasad etyki. Chcą prowadzić politykę dla (narodu), a nie od (np. Unii Europejskiej). W gruncie rzeczy jest to system oparty na moralności, pojmowanej jednak w sposób pragmatyczny, a nie jałowy. W świecie relatywizmu coraz to mniej uwagi przykłada się ku takiemu działaniu, przyjmując jedynie to, co wygodne. Dotykane tutaj kwestie istotne są nie tylko dla teoretyków, dotyczą w końcu określonego porządku społecznego i form, w których on funkcjonuje. Jeżeli nacjonalizm faktycznie wytwarza narody, jak chce Gellner, z czym zgodzić się można, to przyczyny takiego stanu rzeczy są zgoła odmienne. Społeczeństwo dojrzewa, a wykształcona w nim jaźń poszukuje odpowiedniej dla siebie formy życia społecznego. W ten sposób zbiorowość zaczyna się organizować, zwracając większą niż dotychczas uwagę na wspólne warunki kulturowe, a punktem centralnym jest wspomniany już altruizm zbiorowy. Nadmienić należy, że funkcjonują także inne definicje nacjonalizmu, gdzie choć tłumaczony jest w inny sposób, to dalej uznać można je odpowiednie i znacznie mniej kontrowersyjne. Jedną z nich jest modernistyczna teoria nacjonalizmu, która zakłada, że nacjonalizm to „ruch ideologiczny mający na celu osiągnięcie i utrzymanie autonomii, jedności i tożsamości w imieniu pewnej zbiorowości, której niektórzy członkowie uważają, że tworzą rzeczywisty lub potencjalny naród”.

Zagrożenia idei narodowej

Często słyszy się, że odradzanie się nacjonalizmu jest owocem zagrożeń nadciągających na Europę, a także dotykających kontynent przeobrażeń obyczajowych, określanych upadkiem ustalonego porządku. Z kolei negatywne do niego nastawienie wynika często z wyznawania odmiennych wartości. Narodowcy rzadko kiedy dopuszczają możliwość mieszania się kulturowego, jest to swoista differentia specifica. Sceptycy tej idei mówią często o jej sztuczności, że powstać miała jakoby w celu łatwiejszej manipulacji jednolitym kulturowo społeczeństwem. Sami tymczasem są zazwyczaj wyznawcami nowoczesnego paneuropeizmu. Już Kant mówił o Völkerstaat, mającym być remedium na wszystkie wojny dotykające Europę, a dążenie do pokoju uznawał za cel ludzkości. Oprócz niego jednoczyć kontynent chcieli też między innymi Victor Hugo, czy Giuseppe Mazzini, ich wkład był jednak niewielki w porównaniu do tego, który pozostawił po sobie Kalergi.
Hrabia Richard Coudenhove-Kalergi opracował na początku XX wieku ideę paneuropeizmu, która zakładała wychowanie obywateli pozbawionych nacjonalizmu. Miano zbudować nową, lepszą Europę, nieumęczoną wiecznymi konfliktami, które rzekomo generowały państwa narodowe. Zakładano istnienie rasy europejskiej, o której myślenie wysunąć miało się na pierwszy plan i zastąpić wszelkie nacjonalizmy. „Czas najwyższy, aby Europa przypomniała sobie o misji i przyszłości swojej wielkiej rasy, żeby ta europejska rasa się zjednoczyła, by wypełnić wielkie zadania, do których jest powołana”.
Niektóre z postulatów, takie jak „edykt tolerancyjny”, który pozbawić miał znaczenia etnicznego granice, osłabić ich znaczenie ekonomiczne ze względu na unię celną, a także zakładać traktowanie własnych obywateli przez państwa na równi z obywatelami innych państw członkowskich, zrealizowały się już w latach dziewięćdziesiątych w ramach Unii Europejskiej . Także angielszczyzn staje się powszechna, określana jest już niekiedy jako „pierwszy uniwersalny język ludzkości”. 
Jednym z podstawowych problemów miało być idące za powszechnym obowiązkiem szkolnym wykształcenie, które Kalergi uznawał za połowiczne i niewystarczające. Skorygować miano to reformami w systemie edukacji, ponieważ gdyby ta była – jego zdaniem – kompletna, Europejczycy wiedzieliby, że Europa stanowi jedność, zarówno krwi jak i kultury. „Krok od wykształcenia połowicznego do wykształcenia prawdziwego jest jednocześnie rozstrzygającym krokiem od nacjonalizmu do patriotyzmu europejskiego”, mówił. Przedstawiciele Unii Europejskiej, postmoderniści, europejskie środowiska akademickie, zachodnia lewica – wszyscy oni w większości połączeni są narracją nakazującą walkę z narodem. Owa niechęć, oprócz wspomnianych już uprzedzeń, podyktowana może być konfliktem interesów. Wszakże próba stworzenia człowieka brązowego, który zdominować miałby Europę, nie jest wymysłem, a faktem. Wystarczy przejrzeć aktualną prasę któregokolwiek z zachodnioeuropejskich społeczeństw, by zorientować się jak wiele osób idei tej uległo. Celowe osłabianie interesów swoich i swojego narodu nie może dziać się, a na pewno nie w polityce, wyłącznie w imię altruistycznych pobudek. Już dziś głośno pobrzękuje się mówiąc o potrzebie integracji Europy, a długofalowym celem jest stworzenie jednego, wielkiego państwa związkowego. Wszystko to kosztem wyrzeczenia się swojej indywidualności i interesów narodowych. Nietrudno zresztą zgadnąć, kto na tym skorzysta – międzynarodowe korporacje, które bezustannie podsycają globalistyczną retorykę.
Aktualny regres towarzyszący Unii Europejskiej w dużej mierze wynika z jej różnorodności. Ciężko by interesy 28 państw były ze sobą spójne. Natężenie próby stosowania bardzo zbliżonej polityki wobec każdego nich przebiegało znacznie mocniej(złe słowo), niż dynamika zmian kulturowych. Próby wpływania na te zmiany są jednak widoczne już na pierwszy rzut oka. Nie są to jednak, jak już powiedziano, idee nowe. 
„Młode pokolenie będzie z tego dumne, że może przyznawać się do europejskiego patriotyzmu, który obejmuje nie tylko geograficzny obszar, ale jest również jednym z najpiękniejszych ideałów wszech czasów. A ci Europejczycy starego pokolenia, których serca i umysły pozostały młode, znajdą siłę, by rozerwać ciasnotę ich etnicznych ideałów poprzez rozległy europejski patriotyzm wolności, braterstwa i rycerskości”. Powyższe słowa znajdują dziś odzwierciedlenie w rzeczywistości, gdyż istnieje pewna grupa osób, która odrzuca tożsamość narodową. Przewidywać można, że za pomocą inżynierii społecznej próbuje się wywołać zmiany w świadomości Europejczyków, co widać po wieku osób czujących się obywatelami Unii Europejskiej i tych, którzy się nimi nie czują. Z badań przeprowadzonych dla Komisji Europejskiej wynika, że najmłodsi respondenci w znakomitej większości (75%) uważają się za obywateli UE, ale odsetek ten maleje wraz z wiekiem. Kalergi był wysokiej rangi wolnomularzem, a loże masońskie niejednokrotnie wpływały na kształt społeczeństw. Doktryna paneuropeizmu jest w wielu miejscach przesiąknięta ideałami wolnomularskimi, a za najważniejszy można uznać „jej przejściowy charakter jako formy ustrojowej na drodze do republiki światowej”. Powolne przeobrażenia społeczne, o których świadczą przedstawione dane, wpisują się w model socjotechniki. Często jednak spotykają się one z radykalizowaniem jakiejś części społeczeństwa w kierunku przeciwnym od zamierzonego, tak zdaje się też być i dziś. Trudno mówić, że przedstawiciele Unii Europejskiej starają się dziś całkowicie wdrożyć w życie właśnie paneuropeizm, jednak krótkie przedstawienie tego zjawiska powinno pomóc zrozumieć zmiany zachodzące współcześnie. Nie wiadomo, jaki dokładnie plan mają rządzący, ale obserwacje aktualnych przeobrażeń pozwalają stwierdzić, że w dużej mierze pokrywają się z przedstawianą w niniejszym rozdziale ideą zjednoczonej Europy.

Wnioski

Tożsamość narodowa nie jest z pewnością jedyną, z którą identyfikuje się dzisiejszy człowiek. Oprócz wspomnianej już przynależności narodowej, ludzie są członkami rodziny, zbiorowości lokalnych, czy członkiem grup celowych, takich jak stowarzyszenia. Wszystkie grupy opierają się na dychotomii „My” – „Oni”. Wykształcenie się „Obcych” pozwala się samookreślić i utożsamić z określonym systemem wartości.
Coraz to częstsze dyskusje na tematy narodowościowe, wmawianie rzekomej ksenofobii, zagrożenia w postaci zamachów terrorystycznych i obcych kultur zalewających Stary Kontynent, wszystko to powoduje efekt odwrotny od tego, którego się spodziewano – narody jednoczą się, stając się silniejsze i bardziej ze sobą zżyte (złe słowo, zmienić). Prawdopodobnie efekt ten będzie trwał. Europa długo już nie musiała niczego tak się obawiać, a koniec historii wieszczony przez Fukuyamę miał być faktem. 
Właśnie dziś, kiedy na prowadzenie wysuwają się nowe, rosnące szybko mocarstwa, stare narody próbują się raz jeszcze zorganizować. Ideolodzy nacjonalizmu, określani nietrafnie jako nienawistni, w gruncie rzeczy nawet tworząc swoje kulturowe teksty, takie jak poezja, niezwykle rzadko wyrażają negatywne uczucia wobec swoich (narodowych) wrogów. Znacznie częściej spotkać można się z mówieniem o miłości do narodu, o wielkim poświęceniu. Przeważa pozytywne określanie grupy własnej, zamiast dezawuowania grupy obcej. Czy tak wielka ofiarność, jaka towarzyszy dziejom prawie każdego narodu, możliwa byłaby bez zaawansowanego towarzyszącego im systemu etycznego? Nie spotyka się, by ludzie wykazywali się porównywalną bezinteresownością w imię jakiekolwiek partii czy stowarzyszenia. A jednak, w przypadku zagrożonego narodu, często gotowi są na walkę i oddanie najcenniejszej rzeczy, którą posiadają: życia. Musi wiązać się to z wykształceniem odpowiedniego charakteru narodowego, gdyż jednostki niemoralne nie będą gotowe na nic, poza cynizmem. Niezależnie od tego, czy kumulujące się zagrożenia uznane zostaną za efekt ideologii paneuropeizmu, knowań lóż masońskich, czy po prostu za „Gesellschaft II” rodem z R. Robertsona, państwa narodowe i narody w ogóle są właśnie w trakcie bitwy, a może nawet wojny, o zachowanie swojej tożsamości.

Damian Gołdyn

Comments

Comments