#NieDobraZmiana w języku

Agresja, wulgaryzmy, nieprzyzwoitość, brak kultury i logiki – to ostatnio coraz częstsze cechy języka używanego w debacie politycznej, mediach i na manifestacjach. Coraz chętniej przekraczane są kolejne granice przyzwoitości. Grzeczność już dawno została pozostawiona daleko w tyle, że już się jej nawet od nikogo nie wymaga.

Język używany w przestrzeni publicznej zmienia się bardzo dynamicznie. To czego jeszcze niedawno nie wypadało, teraz staje się pożądane. Przestaje mieć znaczenie co mówca chce powiedzieć, ważne, żeby szokował i został zapamiętany przez publikę. Nieistotny stał się brak anonimowości, który do tej pory skutecznie stopował językowych agresorów. Wszystko to dzieje się przy biernej postawie władz, mediów oraz policji, która nie chce, nie potrafi, bądź nie wolno jej ukarać osób łamiących prawo.

Ze świata wirtualnego do rzeczywistego

Agresja językowa była w internecie od momentu, w którym powszechnie zaczęli z niego korzystać zwykli ludzie. Nie ma sensu w tym miejscu przytaczać jej przykładów, bo każdy zna ją z własnego doświadczenia. Na jej temat napisano już bardzo dużo. Natomiast zjawiskiem ogromnie niepokojącym jest jej wyjście ze świata wirtualnego do rzeczywistego. O tym też uprzedzano w wielu publikacjach, więc nie można być zdziwionym. Mnie jednak zaskakuje tak słaba reakcja i krytyka takich zachowań, a kompletnie szokuje przyklaskiwanie temu procederowi w niektórych mediach…

Kilka dni temu Łukasz Warzecha został słownie zaatakowany na Twitterze. Publicysta zaproponował spotkanie swojemu anonimowemu agresorowi. Internauta powtórzył swoje wulgaryzmy w twarz dziennikarza, a nawet był gotowy do bójki z nim. Z konfrontacji pozostało nagranie z ukrytej kamery, które opublikował internauta. Słychać na nim tylko jego głos, wizerunek nadal pozostaje anonimowy. W tym miejscu mogę mu pogratulować chamstwa i tchórzostwa – wybitnie wysoki poziom.

Internauci bywają bezlitości w swoich komentarzach. Często życzą śmierci konkretnym politykom. Szczególnie widoczne to było po wypadkach drogowych, w których brali udział przedstawiciele rządów. Można by na to machnąć ręką, gdyby nie fakt, że wystawia się “sztukę” w teatrze, za publiczne pieniądze, przed (tylko w teorii) kulturalną widownią, gdzie za pomocą perswazji nawołuje się do zabicia Jarosława Kaczyńskiego. To przeraża, bo do tej pory byliśmy spokojni, że agresja językowa pozostanie tylko w sieci. Jednak ona co chwilę stawia kolejne kroki w sferze rzeczywistej.

Polacy nie gęsi…

Gdyby Mikołaj Rej żył w dzisiejszych czasach, to z pewnością wolałby, żeby Polacy gęgali niż używali publicznie takiego języka. Popis kultury i grzeczności dała w Poznaniu żona Prezydenta Miasta. Na manifestacji kobiet (sam już nie wiem której i przeciwko czemu – zresztą one już też nie) podczas przemówienia używała przekleństw. Od takiej osoby wymaga się klasy, już nie mówiąc o zwyczajnej kindersztubie. Niestety zgromadzonych to nie gorszyło, a policjanci ochraniający demonstrację udawali głuchych. Chociaż na ulicy bardzo chętnie wlepiają mandaty na podstawie ustawy o ochronie języka polskiego. Przyzwyczailiśmy się, że władzy wolno więcej…

Feministki na swoich manifach, marszach, protestach dają pokaz bezpruderyjności. Transparenty z waginami, wulgarne przyśpiewki, przekleństwa, to już niestety standard takich spotkań. Dzisiejsza liberalizacja kilkadziesiąt lat temu, a nawet pewnie kilkanaście, wywołałaby na twarzach przechodniów rumieniec. A jak jest dzisiaj? Feministki spacerują z transparentami przez centrum miasta. Patrzą na to starsi, dzieci i osoby, które sobie tego nie życzą. Ich protesty, które nic nie wnoszą (pytane same nie wiedzą do końca o co walczą) przynoszą tylko szkody moralne, językowe i kulturowe.

Granice się skończą

Opisane przeze mnie przykłady pokazują jakie niebezpieczeństwo może nieść ze sobą brak troski o język. Zapomina się, że to za jego pomocą kształtowana jest kultura, budowana moralność oraz że wpływa na zachowania i postawy. Po każdym takim ekscesie powstaje tylko na krótko szum medialny.

Redaktorzy największych mediów w ocenie takich zachowań kierują się nie dobrem języka i narodu, ale własnych przekonań politycznych oraz wyników sprzedaży, widowni czy zasięgu. Pozostaje mieć nadzieję, że w przestrzeni publicznej zaczną pojawiać się tylko ludzie dobrze wychowani, wtedy prymitywizm i wulgaryzm naturalnie z niej zniknie. Natomiast władze państwowe powinny jak najszybciej podjąć działania, które zatrzymają zjawisko wynoszenia agresji z internetu, bo granic do przekroczenia jest już coraz mniej.

 Damian Rubik

Comments

Comments