POPiS czy PO i PiS?

Jeszcze niedawno działania obu partii doskonale się pokrywały, miejsce na różnice zostawiając w mało istotnych dla Polski sprawach, jak in vitro i związki partnerskie. Ich medialne sprzeczki przez wielu określane były jako „pokazówki”, czasem nawet „ustawki”, byle tylko wywoływać w społeczeństwie wrażenie opozycji względem siebie, stawania po dwóch stronach barykady. Obecne działania zarówno PiSu, jak i PO sprawiają, że trzeba te poglądy na nowo zweryfikować.

W-okręgu-PO-PiS-w-powiecie-PiS-PO

Zrozumiałym jest, że PO chciało utrzymać się przy władzy. Każda z partii tego chce, niezależnie od poglądów i uczciwości. Kiedy osoby decyzyjne zrozumiały, że szans na zwycięstwo nie ma, rozpoczęto procedurę wdrażania planu, dzięki któremu część władzy miała zostać po stronie Platformy, niezależnie od wyniku wyborów. Wtedy te działania, choć trudne do zaakceptowania, pasowały do całej układanki. To się zmieniło po przejęciu władzy przez PiS.

PiS zaczął działać po swojemu. Bardzo po swojemu. Mimo niejednokrotnego stawania w opozycji do prawa spisanego, jak i moralnego – widać w działaniu tej partii większy plan. Nie pora jeszcze na to, by oceniać przyszłość, można jednak ocenić wyraźne oddalenie się od kolegów z PO. Ci zresztą nie pozostają dłużni, organizując wielkie manifestacje KOD-u i manipulując opinią publiczną bardziej, niż miało to miejsce w latach 2005 – 2007. Czyżby zerwano sojusz, wedle którego dwa wiodące ugrupowania biją się między sobą tylko wtedy, gdy mają zapewnioną przewagę nad całą resztą? A może to wszystko jest jednym wielkim teatrem zarówno z jednej, jak i drugiej strony?

Prawda bowiem jest taka, że oba ugrupowania cały czas przodują w sondażach – nawet tych autentycznych – i zostawiają resztę daleko w tyle. Może to oznaczać, iż spragnieni powrotu normalności obywatele dostają to, czego oczekują – ale tylko pozornie, gdyż większy obrazek pozostaje niezmieniony. Następne wybory zawłaszczy sobie Petru i zmieni wartę na kolejne kilka lat. A co potem? PiS!

Chcę wierzyć, że coś się zmieniło. Chcę wierzyć, że nowy rząd przynajmniej częściowo zamierza posprzątać bałagan po Platformie. Nie upłynie w Wiśle dużo wody nim przekonamy się, jak słowa prezesa ukształtują rzeczywistość – albo znowu będziemy zwodzeni i manipulowani tak bardzo, iż nawet najtęższe głowy będą miały problemy ze znalezieniem odpowiedzi. Ile by nie mówić, ile by nie pisać – prawda wyjdzie na jaw dopiero, gdy trzecia siła polityczna zacznie zdobywać poparcie POPiS-u. Wtedy zobaczymy, czy aby sojusz wiodących partii nie zostanie zawiązany, by zwalczać „największe zło”.

Póki co pozostaje czekać. Uważam, że należy dać szansę nowej władzy, a ewentualne narzekanie odłożyć w czasie. Wszyscy jesteśmy poszkodowani przez obietnicę „500 złotych na dziecko”, ale zastanówmy się nad alternatywną rzeczywistością, w której ośmioletnie rządy zostają przedłużone… i uśmiechnijmy się, że nas ona nie obejmuje. Jeśli PiS faktycznie odciął się od POPiS-u, istnieje szansa na poważne zmiany w kraju. Wszak nareszcie przywracamy Polsce status państwa rozsądnego i stanowiącego azyl dla wielu zachodnich prawicowców. Kto wie, czy za kilka miesięcy nie zostaniemy zalani falą emigracji etnicznej ludności europejskiej… z zachodu.

Sebastian Wankiewicz

Comments

Comments