Wiele niepewności, wiele możliwości…

Już niebawem odwiedzi nas prezydent jedynego supermocarstwa na Ziemi. Donald Trump w swojej pierwszej oficjalnej wizycie do Europy przyleci do Polski. Na pewno jest to wielki zaszczyt i miejmy nadzieje, że nasze władze staną na wysokości zadania i przyjmą go z wszelkimi honorami, jak również z uniesioną głową i pewnością siebie w oczach.

Polityka Stanów Zjednoczonych w stosunku do Europy po ostatnich wyborach zmieniła się o 180 stopni, wszystko wskazuje na to, że Trump chcę odzyskać wpływy w naszej części świata po wcześniejszej kapitulacji Obamy. Stawia to nas przed wielkim wyzwaniem, możemy pomóc naszemu sojusznikowi z za oceanu, albo utrzymać kurs na Unię Europejską.

Jak powinna postąpić Polska w nadchodzących wydarzeniach? Powinna iść kursem nowoczesnej polityki zagranicznej, uległości do sąsiadów, ale zarazem brakiem ryzyka odwetu ze strony naszego głównego rynku zbytu? Czy może przypomnieć sobie o takich politykach jak Kardynał Richelieu, bądź Bismarck? Realpolityk czy powojenna polityka zagraniczna na kanwie, której została utworzona Unia Europejska? Przede wszystkim powinno się przeliczyć plusy i minusy każdej podjętej decyzji, korzyści i straty. Dopiero po głębokiej analizie możemy prawdziwie dobrą dla nas decyzję.

Jedno co możemy zauważyć w mediach to wielkie zachłyśnięcie Polaków wizytą USA. Przecieki odnoszące się do potencjalnego przemówienia Donalda Trumpa, wskazują na standardowy kurs w stosunku do Polski, pochlebstwa, pochlebstwa i jeszcze więcej pochlebstw. Nasza historia uczy, że nie słowa a czyny są prawdziwym wyznacznikiem przyjaźni.

Nadchodzącą wizytę można wyzyskać na wiele sposobów, traktaty handlowe, pomoc w zbrojeniach. Tylko, żeby tego dokonać polskie władze muszą zmienić swoją mentalność. Musimy traktować USA jako równorzędnego partnera w negocjacjach, pochlebstwa powinny wlatywać do naszych uszu z jednej strony, a wylatywać z drugiej. To nie my mamy wiele do stracenia, ale nasz sojusznik. Tylko dzięki naszej pomocy Stany mogą wrócić na swoją pozycje w Europie, nie wykorzystując tego zaprzepaścimy okazję jaka nie nadarzyła nam się od dziesięcioleci. Przyjmując i przytakując, nie zyskując nic w zamian, postawimy pierwszy krok do przepaści. Pozostaniemy państwem słabym w Europie, a zarazem będziemy „żadnym partnerem dla USA”, w końcu jeśli można za darmo zyskać tak wiele to znaczy, że się nie szanujemy, a jeśli się nie szanujemy to nikt inny robić tego nie będzie. Lubię powtarzać jeden z cytatów Bismarcka: „Największą cnotą państw wielkich jest egoizm”.

Jeśli mamy się na coś godzić bez odbierania za to zapłaty, to lepiej, żebyśmy zostali na tym kursie polityki jaki mamy teraz. Wolę zacieśnianie współpracy z UE, aniżeli narażanie się Unii, Rosji, Chinom nie zyskując kompletnie nic w zamian. Miejmy nadzieje, że nadchodząca wizyta przyniesie nam wiele korzyści i nie będziemy musieli oglądać naszych polityków jak rozmawiają z Trumpem z maślanymi oczami. Tego życzę sobie i nam, patrzeć na Polskę dumnie wypinającą pierś, a nie potulnie składającą pokłony. 

Patryk Frydrych

Comments

Comments