Zakaz handlu w niedzielę – czy na pewno jest moralny ?

Ostatnio zrobiło się głośno na temat handlu w niedzielę. Tego typu tematy zastępcze pojawiają się w debacie publicznej co kilka miesięcy. Teraz ponownie wróciła kwestia siódmego dnia tygodnia, jak powinien być zagospodarowany.

 

Są argumenty za zakazem. Jeden z nich pochodzi z autorytetu. Mowa tu o przedstawicielach katolickiej nauki społecznej kościoła. Zgodnie z jej zasadami, każdy powinien w niedzielę powstrzymać się od wykonywania prac lub zajęć, i skupić się na kontakcie z Bogiem. Ostatni dzień tygodnia jest dniem świętym, w którym należy skupić się na refleksji i medytacji, aby zastanowić się nad swym postępowaniem i uczynkami. Również należy zwrócić uwagę na potrzeby bliskich w otoczeniu. Co więcej, radość fizyczna i duchowa ma płynąć ze szczęścia rodzinnego. Rodzina jest ważną instytucją okiem kościoła. Należy utrzymywać i ulepszać jej fundamenty. Niedziela jest idealną okazją do pielęgnowania wartości rodzinnych[1].

Potrzeby rodzinne należy wziąć pod szczególną uwagę. Mąż z żoną i dziećmi chce spędzić czas przy niedzielnym obiedzie bądź spacerze. Może chcieć także zabrać ich do restauracji, wesołego miasteczka bądź na basen. Co wtedy ? Nie będzie mógł, gdyż handel w niedzielę jest zakazany. Dawanie jedzenia lub biletu w zamian za gotówkę jest handlem.

 

Polskę przez wieki kształtowała i umacniała kulturowo religia katolicka. To daje zwolennikom zakazu idealny powód do jego wprowadzenia. Co jednak z wyznawcami innych religii, którym przez myśl nie przyjdzie trzymanie się tak szczegółowych reguł postępowania ? Mogą trzymać się podobnych wartości co katolicy, lecz nie przywiązują uwagi do takich drobnostek. Bo albo nie mają one znaczenia, albo skupiają się na podobnych, lecz innych. Co ciekawe, spora część katolików również nie popiera zakazywania handlu w siódmy dzień. Nie widzą nic gorszącego w niedzielnych zakupach.

 

Niektórzy pobożni socjaliści w ogóle nie dostrzegają wyjątkowych sytuacji. Np. niedziela w letnią porę roku może być upalna. Ktoś wyjdzie na rower lub spacer. Później spragniony będzie chciał kupić wodę. Nie uda mu się to, gdyż wszystkie sklepy będą pozamykane. A pasażerowie, którzy będą chcieli wrócić do domu i będą skazani na długą podróż, nie kupią ani butelki wody ani kanapki.

Co więcej, nie pojadą ani pociągiem ani autobusem, bo nie będą mogli kupić też biletu. Będą musieli przeczekać do poniedziałku. Mają problem, jeśli w danym terenie nie mają nikogo z rodziny. Bowiem w hotelu nie przenocują, nawet jeśli ich na niego stać. Dlaczego ? Bo sprzedaż biletów to też handel. Ci wszyscy ludzie ucierpią dlatego, że jakiemuś gorliwemu katolikowi będzie przykro, jak ktoś komuś coś gdzieś sprzeda.

Jakakolwiek transakcja jest dla nich czymś gorszącym i niegodziwym. Najłatwiej chcieć wprowadzać zakazy i ustawiać cudze życie w imię jakiegoś dobra. Radykalizm u niektórych wierzących jest na tyle szkodliwy, że oni chcąc zbawić świat, zniechęcają ludzi do praktykowania wiary. Ich pomysły odstraszają wiernych, zamiast przyciągać.

 

Chcąc „dobrze”, możemy wywołać skutek odwrotny do zamierzonego. Powinniśmy wszyscy mieć świadomość, że życie pisze swoje scenariusze, których planu nie znamy przed ich ukazaniem. Co oznacza, że nie jesteśmy w stanie ogarnąć potrzeb całego społeczeństwa. Nie możemy więc projektować całości i dostosowywać wszystkich ludzi do jednego tworu. Chcąc sterować gospodarką, ograniczamy rozwój i działania jednostek. Odbieramy im poczucie godności, nie szanując ich natury. Każdy z nas ma inne potrzeby, które zaspokaja w różny sposób.

Być może ktoś przesadzi z nadmierną konsumpcją wybranych dóbr, ale napełnienie koszyka w markecie podczas zakupów przez inną osobę, może służyć każdemu z członków rodziny. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć ani domyślić się, co oznacza dany obiekt. Dlatego centralne projekty, chcące uregulować sposób funkcjonowania obywateli, skazane są na porażkę.

Życie gospodarcze serwuje nam coraz nowsze niespodzianki i nieprzewidywalne sytuacje. Nie możemy więc wprowadzać restrykcyjnego prawa. Wyjątkowe sytuacje z definicji obejmują tylko niewielki obszar. Nigdy zaś całość[2]. O ile w Niemczech jakimś cudem zakaz handlu się sprawdza, w Węgrzech trzeba było zakaz cofnąć. Co ciekawe, ograniczeniom sprzeciwiali się nawet związkowcy[3]. To jest dowód na nieskuteczność dominacji jednej formuły we wszystkich obszarach wspólnotowych.

 

Hedonizm, egoizm i konsumpcjonizm to główne powody, dla których zdaniem katolików, zakaz handlu w niedzielę miałby być wprowadzony. Ten dzień ma służyć poważnej refleksji nad własną egzystencją. Lecz zrobienie zakupów w siódmy dzień nie wyklucza duchowej medytacji. Ktoś spędzi pół godziny w markecie, potem uda się do domu aby solidaryzować z bliskimi i z Bogiem. Odwiedzenie dużego sklepu nie świadczy od razu o zaniedbywaniu potrzeb duchowych.

 

Próby szerszej dyskusji nie poszły jednak na marne. Duża część osób postulujących wprowadzenie zakazu, chce nim objąć tylko globalne sieci handlowe, takie jak markety czy galerie. Mniejsze punkty handlowe jak zwyczajny sklep spożywczy czy kiosk, miałyby dalej możliwość prowadzenia działalności. Ktoś w stanie wyższej konieczności powinien zjeść bułkę lub ugasić pragnienie napojem.

Stąd pozostawienie wyjątków na rynku w siódmy dzień. Najważniejsze, aby społeczeństwo nie pogrążało się w nadmiernej konsumpcji, na której zyskują ogromne skupiska handlowe. Pytanie tylko w czym są one gorsze od zwykłych sklepów ? Drugie pytanie: jeśli globalna konsumpcja i materializm są gorszące, to dlaczego nie zakażemy ich w pozostałe dni tygodnia, lecz tylko w niedzielę ?

Chodzi przecież o zwalczenie w ludziach hedonizmu, który jest grzechem i przyczynia się do powolnego zanikania wartości. Tylko jak można twierdzić, że dokładnie taką samą postawą ludzie mniej grzeszą w poniedziałek lub środę ? Może więc od razu zakażmy istnienia źródła grzechu ? Już samo dyktowanie ludziom kiedy i w jakiej formie mają robić zakupy, jest moim zdaniem absurdem.

 

Dyskusje i przykłady innych państw pokazują, że nie da się tak łatwo zakazać sprzedaży dóbr i usług w dzień świąteczny. U zwolenników zaostrzenia przepisów zachodzi stopniowe złagodzenie stanowiska. Kolejny argument pochodzi z postawy patriotyczno-protekcjonistycznej. Argumentują ją wspieraniem małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce. Oznacza to zamknięcie marketów.

Ludzie nie będą mogli zrobić zakupów w portugalskiej Biedronce bądź w niemieckim Lidlu, więc wzmocnią polską gospodarkę. Pamiętajmy jednak o polskich marketach jakimi są np. Piotr i Paweł czy Mila. No dobra, potraktujmy je jako średnie lub mniejsze przedsiębiorstwa, rozwinięte na mniejszą skalę. Lecz co istotne, tutaj przegrywają gorliwi katolicy. Dlaczego ?

Bo nawet jeśli nie od razu, to w przyszłym czasie za kilka lat, te małe, niezależne sklepiki stałyby się globalne, gdyż byłoby je stać na powiększanie oferty. Ludzie nie wędrowaliby masowo do marketów, lecz do zwykłych sklepów spożywczych, chcąc koniecznie kupić jakieś produkty. Takie zjawisko musiałoby doprowadzić do polepszenia sytuacji krajowych placówek. W tym do zwiększenia konsumpcji, zasobów i dóbr.

 

To jest piękna wizja środowisk patriotycznych. Mają słuszny i szlachetny cel, jakim jest chęć ożywienia polskiej gospodarki. Nie zapominajmy jednak o szkodliwych i niesprawiedliwych przepisach prawnych, jakie zabijają potencjał gospodarczy Polaków. Wysokie podatki utrudniają rozwój niezależnych polskich placówek. Zaś firmy zagraniczne dostają od państwa nieuzasadnione przywileje, ułatwiające im oferowanie większego wyboru i lepszych cen. Wyprowadzają z Polski kapitał, a płacą niewielkie daniny Przez ostatnie lata wzbogaciły się i przez to niesłusznie okupują rynek. Stąd coraz więcej Biedronek pojawia się w naszym otoczeniu. Lecz wprowadzanie zakazu w celu zaszkodzenia zagranicznym koncernom jest tak naprawdę pójściem na skróty. Bowiem zwalczamy skutek, a nie przyczynę.

 

Z kwestii gospodarczej, przejdźmy do osobistej. Po wprowadzeniu tego zakazu, zostanie utrudnione życie, m.in. studentów pracujących w weekendy gdy od poniedziałku do piątku uczęszczają na zajęcia, lub też osób pracujących na dwóch etatach, którzy na przemyślane zakupy być może mogą sobie pozwolić tylko w niedzielę. Studentów nie będzie stać na dalszą edukację, a innym ludziom będzie jeszcze ciężej się dorobić w restrykcyjnej przepisowo Polsce. Zmuszeni do wyjazdu za granicę w celu polepszania życia osobistego i rodzinnego, nie wesprą gospodarki narodowej. Jest to kolejny przykład jej osłabiania.

 

Należy jednak zwrócić uwagę na pracowników, którzy są zmuszani przez pracodawców do pracy w niedzielę. Chcieliby jak wszyscy inni spędzić czas z rodziną przy niedzielnym obiedzie, lecz trudno im przekonać szefów firm. Trudności w obejściu przymusu świadczą o poważnych brakach wolnego rynku w Polsce. Lecz należy uwzględnić także sytuację, w jakiej znajduje się przeciętny pracodawca. Nie dość, że musi pilnować firmy, ma ogromną papierkową robotę, gdyż jest gnębiony przez urzędy. Ucisk fiskalny i wadliwa polityka podatkowa sprawiają, że trudno mu zapewnić większą swobodę pracownikom. Nie stać go na pogodzenie wszystkich faktów, gdyż jego firma będzie miała straty. Po wprowadzeniu zakazu handlu w niedziele, część osób straci pracę. Można argumentować, że jeśli komuś nie podoba się taka praca, może ją zmienić na inną. Niestety, w Polsce znalezienie lepszej pracy dla przeciętnego robotnika też graniczy z cudem.

 

Co naprawdę należy zrobić aby zharmonizować obecną sytuację ? Jedynym rozsądnym wyjściem jest uwolnienie polskiej gospodarki. Ułatwienie życia polskim przedsiębiorcom pomoże przede wszystkim obniżka podatków (w tym obniżka opodatkowania pracy), zmniejszenie administracji, zwiększenie kwoty wolnej od podatku. Trzeba wreszcie pozwolić Polakom się bogacić[4]. Jeśli polskie firmy zaczną się rozwijać na tych samych zasadach co zagraniczne, wielkie markety pokroju Biedronki lub Lidla, powoli przestaną dominować. Znając pomysłowość, wysiłek i zaangażowanie Polaków, nie trzeba się obawiać zalewu korporacji. Reformy te jednak wymagają czasu i należy je wdrażać stopniowo. Lecz trzymanie się tego planu jest właściwym rozumieniem istoty problemu. Wtedy pracodawców będzie stać by pracownikom uczynić ten konkretny dzień wolnym.

 

Katolikom, ściśle praktykującym swoją wiarę będzie łatwiej funkcjonować. Jeśli szef firmy będzie ich przymuszał do wykonywania robót w siódmy dzień, z łatwością będą mogli wybrać inną pracę. Taką która nie godzi w wyznawane przez nich wartości. Co więcej, na wolnym rynku gdy tylko będą chcieli, mogliby założyć własne firmy i sporządzić umowy. Takie, które będą zgodne z nauką kościoła. A w niedzielę będą pracowali tylko Ci, którzy chcą (osoby mniej praktykujące, ateiści, buddyści, etc.). Jako ciekawostkę, powiem, że nawet w monarchii katolickiej zakaz handlu nie byłby potrzebny. Gdyby obywatele ściśle trzymali się zasad ewangelii i przestrzegali dziesięciu przykazań, nikt nie handlowałby w niedzielę, bo to by się nie opłacało. Ktoś nie chce ze względów wyznaniowych, to po prostu nie kupuje. Jak nie będzie tego dnia klientów, nie będzie potrzeby prowadzenia czegokolwiek. Brak choćby jednej zainteresowanej osoby, równa się brakowi zysków tego dnia.

 

Od siebie dodam, że jako katolik nie zamierzam pracować ani handlować w niedzielę. Wolę tego dnia odpocząć z rodziną i najbliższymi przyjaciółmi. Jednak nic, absolutnie NIC nie daje mi prawa aby narzucać swój punkt widzenia innym. To, że np. ja nie chcę pracować, nie znaczy, że inni mają podobne plany. Nie znam przecież wszystkich ludzi i nie wiem jak wygląda ich życiowa sytuacja. Nie jestem osobą, która na siłę interesuje się sprawami osobistymi innych. Życie gospodarcze musi uwzględniać potrzeby i pragnienia wszystkich jego uczestników. Po co wprowadzać kolejne ograniczenia w kraju o ograniczonych możliwościach ? Jeśli naprawdę chcemy rozwiązać wymienione problemy gospodarcze i światopoglądowe, po prostu pozwólmy ludziom aby byli sobą. Wolność jednych nie może być kosztem drugich. Takie stanowisko jest jak najbardziej moralne i dojrzałe. Najważniejsze, aby nie szkodzić sobie nawzajem.

 

Eryk Hałas

Pobudka – klucz Poznań „Piastowy”

[1] Roman Murawski, Jan Nowak, Kompendium katechizmu kościoła katolickiego, Wydawnictwo JEDNOŚĆ, Kielce 2005, s. 150-151

[2] Ludwig von Mises, Planowany Chaos, przeł. Leszek S. Kołek, Wydawnictwo PAFERE, Warszawa 2012, s. 23-24

[3] http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/zakaz-handlu-w-niedziele-wegry,136,0,2229384.html

[4] http://wolnosc24.pl/2017/03/26/zakaz-handlu-w-niedziele-od-2018-to-chyba-optymalne-rozwiazanie-wystarczyloby-wolnosciowe-wyjscie-by-ludzie-zarabiali-wiecej/

Comments

Comments